9°C
W jakm dębickim markecie robisz najczęściej zakupy?
"Biedronka"
"Delikatesy Centrum"
"Galeria Dębicka"
"Jubilatka"
"Kaufland"
"Raj"
"Vimax"
Inny
obrazek

Afera z telefonami

28 lipca 2010
Prawie 93 tys. zł w ub. r. zapłacili podatnicy za rozmowy telefoniczne, wykonane przez dębickich urzędników ratusza

Około czternaście tysięcy złotych - tyle w ciągu zaledwie dwóch miesięcy służbową komórką wydzwonił Paweł Wolicki

Blisko sto tysięcy złotych kosztowały podatników telefony, wykonane w ubiegłym roku przez urzędników ratusza, z czego prawie 40 tys. zł to koszt służbowych komórek. Jednak najwięcej emocji wywołują dwa rachunki Pawła Wolickiego, byłego burmistrza Dębicy. Za maj ub. r. wynoszą one 5 620 zł, a za czerwiec - 8 265 zł. Zdaniem miejskiej Komisji Rewizyjnej, wydatki na ten cel były niezasadne i niegospodarne.

Oba rachunki są pochodne rozmów przez służbową komórkę, które Paweł Wolicki wykonał podczas służbowej wizyty w USA. Komisja Rewizyjna, działająca przy Radzie Miasta, zawnioskowała, aby tym bilingom przyjrzała się Najwyższa Izba Kontroli.

- Wydatki poniesione na rozmowy telefoniczne w ub. r. , szczególnie podczas wyjazdu służbowego byłego burmistrza miasta do USA od 18 kwietnia do 10 maja ub. r., były niezasadne i niegospodarne - uważa Mateusz Pasek, szef miejskiej Komisji Rewizyjnej.

"To bzdura"

Ubiegłoroczny wyjazd byłego gospodarza Dębicy do Stanów Zjednoczonych odbył się w ramach programu Leadership. - Delegacja naszego miasta była tam na zaproszenie Victora Ashe'a, konsula generalnego USA w Polsce - tłumaczy nam Wolicki. - Oprócz mnie, był tam pan Janusz Kubicki, prezydent Zielonej Góry. Tymczasem pojawiają się plotki, że pojechałem tam prywatnie i dzwoniłem z telefonu służbowego. To jakaś kompletna bzdura.

- Nieprawdą jest również to, że za oceanem przebywałem trzy dni - zaznacza były burmistrz Dębicy. - Byłem tam przez trzy tygodnie. Wykaz rozmów rzeczywiście był wysoki, ale pisały o tym gazety zaraz po moim powrocie do Polski. Tak, że nie było to żadną tajemnicą. Rachunek dotyczy rozmów wychodzących, ale i przychodzących. W roamingu tak się płaci: połowę ktoś, kto dzwoni do mnie a drugą połowę pokrywam ja.

Burmistrz kontratakuje

- Telefon komórkowy był do użytku służbowego i takowe rozmowy były przeze mnie wykonywane - kontynuuje Wolicki. - Trudno, żebym, jako burmistrz przez trzy tygodnie nie kontaktował się z miastem: swymi zastępcami, sekretarzem, naczelnikami wydziałów itd.

W rozmowie z Super Nowościami były burmistrz posuwa się dalej i oskarża część radnych o naruszanie dóbr osobistych wielu osób. - Nie wiem jakim prawem wykaz z moich rozmów znalazł się na stole Komisji Rewizyjnej, był kserowany i powielany - oburza się. - Z tego co mi powiedziano, jedna z radnych wykonywała telefony z tego bilingu i pytając, do kogo należą poszczególne numery. To naruszenie dóbr osobistych moich rozmówców.

Ciąg dalszy nastąpi

Paweł Wolicki broni też urzędników ratusza, którym zarzuca się zbyt wysokie rachunki za rozmowy z telefonów służbowych. - Nie przypominam sobie, żeby ktokolwiek z pracowników przekraczał limity - przekonuje. - Jeśli tak, to zwracał pieniądze. Jeżeli ktoś raz na jakiś czas zadzwonił do domu, że np. się spóźni, to nie traktuję tego za nadużycie.

- W kampanii wyborczej spodziewam się ze strony oponentów różnych brzydkich chwytów, których pierwsze zwiastuny mamy już teraz - puentuje Wolicki. - Ciąg dalszy z pewnością nastąpi. - Dziś jestem w stanie wymienić 10 bzdur, które były i są pod moim adresem artykułowane. Poczekam, kiedy będzie ich 30, wtedy je przedstawię publicznie. Tak, aby rozsądna część społeczeństwa zobaczyła sposób prowadzenia kampanii przez tzw. "13".

Paweł Galek

Źródło: Super Nowości