Bez obaw w dorosłość

 
Rozważna polityka zagraniczna, zdrowe finanse, sprawna armia, wprowadzenie ustawy o in vitro oraz nowoczesna edukacja jako najważniejsza inwestycja społeczna. Te kwestie programowe są przekonujące do oddania głosu 10 maja na dr Magdalenę Ogórek w wyborach prezydenckich. Dla wielu ludzi edukacja zawsze była, jest i będzie naczelnym dobrem społecznym i narodowym. Jest jednym z filarów nowoczesnego państwa, nośnikiem wartości kulturowych, przyczynia się do rozwijania tożsamości, poczucia społecznej przynależności, kształtowania obywatelskich postaw, tolerancji i przekonań demokratycznych. Należy skończyć z bezpłatnymi stażami dla młodych, czas przewietrzyć spółki skarbu państwa, ukrócić nadmierny fiskalizm państwowy i doprowadzić do tego, żeby Polska stała się krajem do którego ludzie chcą przyjeżdżać, a nie z którego się migruje. Rola Polski w świecie, Polski w Unii Europejskiej, kwestia przejrzystości wymiaru sprawiedliwości oraz audyt wydatków Kancelarii Prezydenta to kolejne ważne elementy programowe Magdaleny Ogórek. Szczególna uwaga poświęcona była także sytuacji młodych na rynku pracy. Prezydentura Ogórek to nowe otwarcie i nadzieja dla nas, młodych absolwentów studiów na zdobycie pracy, bo wyższe wykształcenie, znajomość języków obcych, praktyki zawodowe nie są już gwarancją zdobycia godnej pracy. 10 maja warto oddać głos na dr Magdalenę Ogórek. Prezydentura Ogórek to prezydentura otwarta, nowoczesna i zapewniająca harmonijny rozwój Polski, a znajomość 4 języków obcych oraz dobra prezencja kandydatki da gwarancję racjonalnego reprezentowania Polski na zewnątrz.
 

Europejska koncepcja samorządowa

 
W latach 2007-2013 około 25% przyznanych środków unijnych przeznaczono na dofinansowanie projektów w ramach krajowych i regionalnych programów operacyjnych. Największą popularnością wśród jednostek samorządowych cieszyły się inwestycje dotyczące dostępu do szerokopasmowego internetu, inwestycje dotyczące modernizacji dróg, wykorzystywania energii słonecznej. Istotne były także projekty i badania na temat rozwoju technologicznego i turystyki. Należy jednak pamiętać, że środki z Unii Europejskiej muszą być traktowane jako dodatkowa pomoc, która wspiera odpowiedzialne oraz samodzielne decyzje w samorządzie. Samo przygotowanie projektu unijnego to tylko jeden ze wstępnych elementów absorpcji środków finansowych. Wspomniane projekty służą głównie współfinansowaniu: inwestycji, które mają na celu tworzenie miejsc pracy, inwestycji infrastrukturalnej, rozwoju przedsiębiorczości, innowacji. Polskie samorządy otrzymują unijne środki, wówczas kiedy biorą udział w odpowiednich konkursach lub wtedy kiedy ich projekt znajduje się na liście projektów kluczowych krajowego albo regionalnego programu operacyjnego. Całkowity proces ubiegania się o unijne środki przez jednostki samorządowe wymaga spełnienia mnóstwa kryteriów merytorycznych oraz formalnych, przy czym przygotowanie dokumentacji aplikacyjnej i jej złożenie w terminie jeszcze nie gwarantuje przyznania środków unijnych. Obecnie, największe szanse na dofinansowanie mają takie projekty, które w istotny sposób przyczynią się do rozwoju całego regionu, zarówno pod względem gospodarczym jak i poprzez inwestycje w ludzki kapitał. Istotnym elementem jest, aby projekt był dobrze przemyślany, i aby wpisywał się w strategię rozwoju danej jednostki samorządu terytorialnego. W całym procesie przygotowania projektów najbardziej istotne jest realne i właściwe określenie efektów projektu. W związku z tym, każda jednostka samorządowa musi mieć jasną wizję swojego rozwoju, powinna także dążyć do zbudowania strategicznej przewagi własnego terytorium, co powinno znaleźć swój wyraz w dobrze przygotowanej strategii rozwoju, ale także właściwie opracowanym wieloletnim planie inwestycyjnym oraz planie zagospodarowania przestrzennego. Na wstępnym etapie tworzenia projektu i wniosku o dofinansowanie konieczna jest realistyczna ocena szans powodzenia kolejnych etapów projektu, Za bardzo optymistyczne spojrzenie beneficjenta na swoją zdolność instytucjonalną, a także harmonogram projektu i jego budżet, może stać się przyczyną problemów w realizacji projektu oraz pozytywnym jego rozliczeniu. Zwłaszcza istotne jest opisanie rezultatów projektu w stosunku do jego celów i planowanych działań. Wniosek o dofinansowanie zostaje poddany najpierw precyzyjnej ocenie merytorycznej i formalnej, a następnie wybierane są projekty najlepsze z listy rankingowej, która ułożona jest według liczby punktów im przyznanych. W przypadku gdy zostanie przyznana dotacja unijna na określony projekt, dochodzi do podpisania umowy o dofinansowanie z instytucją, która będzie dotację przekazywać. Czy podkarpackie samorządy są na tyle przygotowane, aby pozyskać i dobrze wykorzystać ostatnie środki unijne – przekonamy się.
 

Dzieci czytają mniej… niż kiedyś, czyli rodzice i poloniści do roboty

 
Kilka dni temu natrafiłam na tekst o skandalicznie niskiej frekwencji czytających dzieci. Dzieci czytają mniej niż kiedyś, żaliły się pracownice dębickiej biblioteki, wymieniając kilka pozycji książkowych - jeszcze gwarantujących, jakie takie statystyki w poczytności papierowych "skarbnic wiedzy". Co zrobić, by dzieci czytały więcej? Kilka rad i (niestety) ostrych uwag do... To, że książki poszły do lamusa nie uważam za odkrycie Ameryki. XXI wiek to era tabletów, samrtfonów, samtwatch'ów (chyba dobrze napisałam) i innych urządzeń, które z miesiąca na miesiąc, skutecznie odciągają najmłodszych od papierowych książek. Nawet tych grających i najbardziej kolorowych. To już wiemy - takie mamy czasy. Niestety nie znalazłam w artykule chociaż by jednej skutecznej rady, dzięki której najmłodsi mimo dostępu do cudów techniki, byli w stanie chociaż godzinę dziennie poświęcić na książkę w pierwotnym wydaniu. To, ze bibliotek ma na stanie, takie i takie pozycje - to za mało. Dziecko, czy młody - gniewny, musi chcieć czytać. Zacznę od rodziców. Tak, tak drodzy rodziciele, by dopomóc bibliotekom w utrzymaniu przyzwoitych statystyk - przed Wami trudne zadanie. Nie ma co się dziwić dzieciom, a później młodzieży, że nie chce czytać jeśli od najmłodszych lat mamę, czy tatę widzi z tabletem, laptopem, czy przed telewizorem oglądających 100356 odcinek "Mody na sukces", lub innego badziewia. Nie ma co się dziwić dzieciom, które wolą gry komputerowe, bądź tabletowe, czy smartfonowe, zamiast książeczki jeśli w mieszkaniu, czy domu nie znalazła się chociaż by mała półeczka na książki. Po drugie drodzy nauczyciele - poloniści: Do Was te słowa. To, że polonistyka, była dla was królową nauk i jak Marek Kondrat w "Dniu Świra" - "Myśleliście, żeście Pana Boga za nogi złapali na tej polonistyce" - to przyznać trzeba, że jak Wy to nie wszyscy. To, że do dziś drżycie na zdania opisu przyrody z "Pana Tadeusza"usłane animizacjami i personifikacjami, lub prościej - przymiotnikami, to wierzcie, że dziś "młodzież nie zrobi sobie z nich posłania" [przyp. H. Sienkiewicz "Pan Tadeusz"]... Dla dzisiejszych nastolatków - jest to po prostu nudne. Waszym więc zadaniem jest tą nudę przełamać. W jaki sposób? To już Wasza broszka. Sugeruję wyjście z kuluarów "dusznego pokoju Emilii Korczyńskiej", by "globus" nie udzielił się młodym - kreatywnym umysłom. Może trochę zamkniętym. Wasza rola - by je otworzyć, a jednocześnie podnieść statystyki odwiedzin dębickich bibliotek. Dobrze, że wirtualnych. Od czegoś trzeba zacząć. Nie jestem ani matką, ani polonistką, ale Ameryki nie odkrywając powiem, że "czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci" a dodając do tego "newschool'owe" podejście gwarantuję, że książka - papierowa wróci do swoich łask.
 

Brat Albert poczekalnią dla podróżnych ?

 
Nie, nie tytuł nie m związku z planowaną przebudową dworca PKP. Chociaż, rzeczywiście już niebawem podróżni na pociągi będą oczekiwać w poczekalni zastępczej. Chodzi o dębickich bezdomnych, którzy przesiadują na dworcu PKP i podejście do tego tematu jednego z funkcjonariuszy... Około miesiąca temu badałam temat, który nazwałam "delikatnym", bo takie słowo najczęściej padało podczas rozmów z np. funkcjonariuszami służb porządkowych, ale też i zwykłych ludzi. Bez wątpienia jest niezręczny, omijany, i komentowany w kuluarach, ale jest i nie zniknie, chociaż obserwują dębicki dworzec, pojawia się coraz więcej SOKu. Próbują rozmawiać z bezdomnymi. To bardzo wiele. Omijającego komentarza doczekałam się też od jednego z funkcjonariuszy służb prorządowych, co spowodowało, że zaniemówiłam, jak widać na długo. Próbowałam znaleźć jakiekolwiek logiczne uzasadnienie tego poglądu na dębickich bezdomnych. Dworzec PKP przytułkiem dla bezdomnych. Szkoda, że nie jest czynny 24 na dobę, wtedy noclegownie byłyby nie potrzebne. To taki delikatny komentarz do tego co usłyszałam. Albo inaczej, zrobiłam delikatny komentarz. Tak się zastanawiam, jeśli dworzec PKP ma być przytułkiem dla bezdomnych, to gdzie jest miejsce dla podróżnych. Może dla odmiany, lub wymiany, bo to bardziej odpowiadanie określenie, podróżni powinni udać się do noclegowni im. Brata Alberta. Daleko nie ma...
 

Co mają wspólnego fajerwerki z … trzepaniem koca? Czyli o traumach posylwestrowych na przykładzie Kuby…

 
IMIENINY MA JEDEN ŚWIĘTUJE CAŁY ŚWIAT… Jutro Sylwester. Kreacje gotowe, szampan schłodzony, przepis na sałatkę zapisany w wyszukiwarce. Produkty kupimy jutro, taksówkę zamówimy jutro, przebierzemy się jutro, ale jest coś co na okazję Sylwestra czeka w piwnicach już od kilku dni. Coś bez czego ostatni dzień roku, nie był by wystarczająco wycelebrowany. Mam na myśli materiały pirotechniczne, znane bardziej jako fajerwerki… Z AUTOPSJI… Postanowiłam, że nakreślę kilka słów w temacie tych kolorowych światełek na niebie, które – tak wyglądają cudownie, ale ich urok moim skromnym zdaniem, na wyglądaniu się kończy. Podzielę się również historią, która o Sylwestrze przypomina mi kilkadziesiąt razy w roku - i – nie są to bynajmniej miłe wspomnienia. Po drugie musi być coś na rzeczy jeśli sam Urząd Wojewódzki w Rzeszowie na kolorowe, świetliste parasole na niebie zezwolił tylko jutro i w Nowy Rok. Czyżby szykowały się zmiany na miarę Słowenii, w której za używanie i posiadanie grożą kary grzywny nawet do 1200 Euro??? SAMA CHEMIA W WYBUCHOWYM WYDANIU. A konkretniej metale i ich odpowiednie tlenki. Miłośnicy chemii mają temat w małym palcu, dla całej reszty (łącznie ze mną kilka ciekawostek). Fajerwerki odkryli włoscy chemicy już w latach 30 XIX w. Zróżnicowana temperatura spalania metali daje różne kolory, np. za niebieski odpowiada miedź, a za srebrny glin. Do dłuższego spalania potrzebny jest oczywiście tlen, a za iskry odpowiada żelazo – oczywiście w pierwiastkach. Do tego dochodzą dwuczęściowe wyrzutnie i co najważniejsze poziom czystości poszczególnych związków chemicznych, za czym idą również wyższe ceny. To tak pokrótce. CO Z TYM KOCEM? Od czterech lat nie wyczekuję fajerwerków z bardzo prozaicznego powodu, który nazywa się Kuba – a raczej strach, który został u Kuby po jednej z nocy Sylwestrowych. Kuba to mój psiak - przybłęda. Czarny labrador, wtedy kilkumiesięczny, dziś wydawało by się dorosły, ale pamiętliwy… Wtedy w Sylwestra 2010 roku, moi sąsiedzi bliżsi i dalsi postanowili chyba pokonkurować na fajerwerki, bo autentycznie o północy było tak od nich jasno jak w prawie biały dzień, o huku nie wspomnę… Nie pomogło tulenie, zatykanie uszu, czy noc w domu – mówię o psie, została za to trauma… Dziś objawia się panicznym strachem, wręcz drgawkami, uciekaniem w wszelkie możliwe dziury, służące za schronienie – na widok koca, czy chodników samochodowych, które od czasu do czasu trzeba wytrzepać. Do tego dochodzi zapalanie silnika samochodu, o burzy i grzmotach nie wspomnę… Lekarze weterynarii mówią, że to nieodwracalne i trzeba łagodzić…, zabierać do domu, głaskać, przytulać, być… A LUDZIOM URYWA PALCE… Tak, parzy twarz, kaleczy kończony, ale ludzie, jako istoty myślące są w stanie samodzielnie zadecydować o tym, czy będą bawić się w towarzystwie fajerwerków, czy nie. Pies, czy inne zwierzęta są zdane na wolę ludzi, którzy bez kolorowych parasoli nie wyobrażają sobie szczęścia w Nowy Rok. A w Nowy Rok zostaje nieziemski bałagan w postaci resztek środków pirotechnicznych, pełniejsze pogotowia ratunkowe, przerażeni rodzice – świadomością utraty palców przez dzieci i spłoszone zwierzęta, którym trauma zostaje na całe życie. ILU Z WAS SZUKAŁO W NOWY ROK SWOJEGO PUPILA, KTÓRY OD HUKU UCIEKŁ W PANICE. Nie będę się pochylać nad tymi co potracili paluchy, tak to traumatyczne przeżycie, zostać z kawałkiem kciuka, ale powiem krótko – nie wiesz jak się zabrać za odpalenie materiałów pirotechnicznych – to zostaw to tym, którzy mają o tym pojęcie, albo nie szkoda im palca… W przypadku zwierząt, zarówno domowych jak i dzikich – oszczędź im jeszcze większej traumy. Nie jestem w stanie opisać uczucia, gdy podczas burzy siedzę na dywanie w koncie pokoju, tuląc ponad 50 – kilogramowego, dorosłego psa, który patrzy na mnie z paniką w oczach, telepiąc się jak galareta, przy każdym grzmocie skomląc jak by mu się świat przed ślepiami walił… A może mu się ten jego psi świat już zawalił?
 

Dębica – miasto wydarte PiSowi

 
W pierwszej turze wyborów na burmistrza Dębicy zdecydowanie, bo różnicą aż 7 punktów procentowych, wygrywa kandydat Prawa i Sprawiedliwości. O przyszłości miasta zadecyduje II tura, chociaż wynik wydaje się już przesądzony.  Strach przed kolejną kadencją PiSowskiego burmistrza spada na opozycyjnych polityków jak grom z jasnego nieba. W II turze, pozostali kandydaci postanawiają oficjalnie poprzeć kontrkandydata PiSu, bezpartyjnego Mariusza Szewczyka, który w dogrywce wygrywa uzyskując aż 62%  głosów.  W taki oto sposób, Dębica (woj. podkarpackie) została uwolniona od PiS.  "W Dębicy PiS przegrał wszystko" grzmiały lokalne media w powyborczym tygodniu, ponieważ oprócz tego, że kandydat PiS przepadł w batalii o fotel burmistrza, to także po wyborach komitet Prawa i Sprawiedliwości stracił większość w radzie powiatu. Chaos i zamieszanie w tej partii po wyborach wyczuwa się na odległość. Po pierwsze, niektórzy radni miasta wybranych z list PiS  deklarują pełną i lojalną współpracę z nowym, bezpartyjnym  burmistrzem Mariuszem Szewczykiem. Póki co, robią to nieoficjalnie i po cichu, aby nie wzbudzić i tak już szalejącego gniewu władz PiS w mieście. Po drugie, do mediów wyciekają smsy, pod którymi podpisuje się szef lokalnych struktur PiS poseł Jan Warzecha. Z treści tych smsów wynika, że wzywa się członków PiS do usuwania ze znajomych na facebooku tych, którzy wygrali wybory i/lub tych, którzy mogą się źle kojarzyć elektoratowi PiSu. Według tych smsów,  facebookowa znajomość z "wrogami" politycznymi mogłaby zostać przez wyborców odebrana "opacznie". Nie brakuje oczywiście wyzwisk od lewaków i nieprzyjemnych zwrotów. Poseł całą sprawę tłumaczył, iż "to była treść nie do upublicznienia, ale służąca naszym wewnętrznym sprawom PiS." Po trzecie, członków PiS, a szczególnie posła Jana Warzechę niezmiernie zbulwersował fakt, iż pomnik Lecha Kaczyńskiego w Dębicy został zdewastowany podczas jednej z grudniowych nocy, tuż po przegranych przez PiS wyborach w regionie. Wspomniany poseł PiS, na swojej stronie internetowej pisze, że "ten smutny czyn trudno w ogóle wytłumaczyć i zrozumieć" ,  a pan Stefan Bieszczad, radny Sejmiku województwa podkarpackiego (a jakże, z PiS) mówi, że "nie rozumie świata". Szkoda, że pan poseł oraz pan radny zapomnieli, w jakich oparach skandalu i absurdu przebiegał proces tworzenia pomnika Lecha Kaczyńskiego w Dębicy. Panowie nie pamiętają, ile środowisk kombatanckich, społecznych sprzeciwiało się lokalizacji pomnika Lecha Kaczyńskiego w Dębicy wśród symbolicznych tablic i dębów upamiętniających oficerów polskich zamordowanych w Katyniu. Panowie stwierdzili, że nie będą słuchać suwerena i postawili na swoim. W związku z tym, pretensje mogą mieć tylko do siebie; upamiętniając prezydenta Lecha Kaczyńskiego pod postacią pomnika w tym konkretnym miejscu, doprowadzili do jeszcze większego podziału politycznego, doprowadzając do głębokiego konfliktu między lokalnymi autorytetami; ale jak mawia przysłowie: "kto sieje wiatr, ten zbiera burzę". Zmiana w mieście już jest wyczuwalna. Czarę goryczy przelała sytuacja podczas II sesji rady miasta Dębicy. Podczas przemówienia przewodniczącego rady miejskiej z PiS, zgromadzona publiczność, słowa o potencjalnym trudnym współdziałaniu z nowym burmistrzem potraktowała buczeniem. I żadne krzyki nas nie przekonają, że białe jest czarne, a wybory są sfałszowane.
 

Dlaczego żółte światło?

 
Sam fakt czynu, bezdyskusyjnie zalicza się do kanonu chamstwa i chuligaństwa w najgorszym wykonaniu. Bez względu jak bardzo kogoś nienawidzimy, czy nie popieramy jego działalności – jego podobizny nie bezcześcimy – w żaden sposób. Tym bardziej, że jest to osoba przed nazwiskiem, której widnieje ŚP. Nie tłumaczy nic, nawet fakt wyładowania emocji w specyficzny sposób – wypróżnienia puszki farby. Nie wiem, czy pomnik który stał się celem dewastacji był celowy, czy przypadkowy. Martwi mnie, że prawdopodobnie to pierwsze. Na marginesie jest wiele innych monumentów w Dębicy, które są co najmniej brzydkie i nikt im krzywdy nie robi. Nie, nie namawiam do wylewania farby na wszystko co brzydkie, a do rozsądku w planowaniu  przestrzeni, np. przez nowe władze. To co ma 30 lat i nigdy nie było odnawiane – nie jest piękne, nie przypomina z sentymentem „tamtych czasów”. Przypomina o tym, że władza do tej pory zapomniała o estetyce miasta. Nie chcę dywagować, czy owy czyn miał jakikolwiek podtekst, czy miał nieść jakąkolwiek wiadomość, czy po prostu był oznaką głupoty i braku szacunku dla człowieka. Ale zastanawia mnie, czemu farba była żółta? Zwykle jest czerwona…
 

Gdy odchodzi ksiądz… bez powodu?

 
Dlaczego? Od kilku tygodni Dębica, a przynajmniej jej część, ta młodsza plus rodzice, żyje nagłym odejściem księdza Mariusza Ogorzelca. Sprawa nawet nie wydaje się być, bo jest zagadkowa. Z dnia na dzień z parafii odchodzi ksiądz. Ksiądz wobec, którego nie ma skarg. Ksiądz, który przyciąga rzeszę najmłodszych - dzieci. Ksiądz, który jak mówią, Ci, którzy mieli z nim styczność – ma coś w sobie. Coś co powoduje, że Msza nie jest straconą godziną rozmyślania o wszystkim i niczym, a o tym, po co do kościoła się przychodzi – czyli o relacjach pomiędzy Bogiem, a człowiekiem… Walczą jak matka o dziecko… Parafianie. Dzieci, rodzice. Rodzice tych dzieciaków, którym było dane uczestniczyć w przygotowaniu do I Komunii Św., właśnie przez Ks. Ogorzelca. Są protesty, wizyty u proboszcza,biskupa, petycje, plakaty. Te ostatnie najcenniejsze, bo wykonane przez dzieci. Przez te, których ból jest największy, bo nie rozumieją dlaczego tak się stało. Nie mogą zrozumieć… Jak można pojąć coś, co nie mieści się w głowie dorosłym i dojrzałym ludziom… Tylko z czym walczą? Co lub kto jest wrogiem? Oficjalny powód jest owiany tajemnicą. Lakoniczne wyjaśnienie, które już wszyscy znają na pamięć - „Odsunięty do innych zadań” nic nie znaczy? Może znaczyć wszystko lub nic. Komu zależało na tajemnicy? Komu zależało na domysłach? Kto zapomniał o uczuciach i emocjach tych najmłodszych? Dzieci. Co przysłoniło CZŁOWIEKA? To pytania, które pozostają bez odpowiedzi… Jak nie wiadomo o co chodzi, to… Gdy dowiedziałam się o sprawie ks. Ogorzelca… usiadłam. Bo tak się składa, że doskonale wiem, co czują te 8 – latki. Jakieś 10 lat temu czułam to samo. Byłam w gimnazjum – czas przygotowań do Bierzmowania. Ksiądz, który sprawował posługę w mojej rodzinnej parafii, był inny… Inny do tego stopnia, że religia przestała być przedmiotem do relaksu, odrabiania zadań domowych, czy jedzenia kanapek. Za jego sprawą religia stała się przedmiotem tak samo ważnym jak matematyka, chemia, czy język polski. Do dziś pamiętam, jak przed religią właśnie, siedzieliśmy całą klasą studiując Pismo Święte… To był ksiądz, który całym sobą był dla drugiego człowieka – zawsze. Przygotowanie do Bierzmowania nie było odbębnieniem formułek, jak bywa wśród prawie dorosłej młodzieży dziś. To był ksiądz, który z ambony potrafił powiedzieć, że jeśli już ktoś chce dać parę złotych na tacę, to lepiej na tą, z której pieniądze będą przekazane na głodujących w Afryce, lub potrzebujących, a nie na Seminarium Duchowne. Taki to był ksiądz. I odszedł. Został przeniesiony. Z dnia na dzień. Z podobnymi niedomówieniami i pytaniami bez odpowiedzi jak Ks. Mariusz. Pamiętam do dziś słowa jednej z kobiet, która stała pod kościołem i powiedziała tak: „Jak nie wiadomo o co chodzi to może chodzić tylko o jedno, a w sumie o dwie sprawy. Albo o kobietę, albo o pieniądze…” W przypadku Ks. Ogorzelca to pierwsze zostało wykluczone… W takim razie o co chodzi…? Po raz kolejny bardzo chciała bym się mylić. Tak bardzo bym się chciała mylić droga Dębico.
 

W imieniu PiSu i Wspólnoty Ziemi Dębickiej…

 
Czyli o politykowaniu w Radzie Miejskiej Jeszcze dobrze nie opadł kurz po wyborach samorządowych. Kto nie pamięta tych górnolotnych haseł: w tym roku pierwszy raz zagłosujemy w nowym wymiarze – wymiarze wyborów jednomandatowych. Nie głosujesz na partię, głosujesz na osobę, być może Twojego sąsiada. Głosujesz na przedstawiciela swoich spraw w Magistracie. I jeszcze raz zero partyjniactwa. Uwierzyliśmy wszyscy, a przynajmniej prawie wszyscy. Jeszcze dziś dźwięczą mi w głowie słowa – byłego już Burmistrza Pawła Wolickiego, który bez zastanowienia stwierdził, że odpolitycznienie wyborów przez ich jednomandatowy charakter, to jeszcze nie ta kadencja. Nie tak łatwo będzie się ludziom przestawić, szczególnie tym kandydującym, kandydującym pod szyldem partii, szczególnie tej, która od dawna rządziła w mieście. Niestety nie pomylił się. I ten aspekt martwi najbardziej. Na pierwszym miejscu mieli być ludzie – mieszkańcy Dębicy. Dlaczego wątpię w to, że nie są? Mam jeszcze w pamięci pierwszą sesję Rady Miejskiej – nowej Rady z wieloma nowymi Radnymi. Nie wiem, może to ze względu na fakt zafascynowania nową funkcją, a może ze względu na to, że to co miało być na pierwszym miejscu, czyli człowiek – zeszło na co najmniej drugie? Zamarłam… Gdy słysząc wypowiedzi Radnych, za każdym razem przed wypowiedzeniem konkretnego zdania, słyszałam wstęp: „w imieniu PiSu i Wspólnoty Ziemi Dębickiej…”. Co w tej sytuacji jest pocieszające? Owym wstępem najbardziej uradowani wydawali się być Ci nowi Radni, którym pierwszy raz udało się wejść w zaszczytną grupę Rajców. Myślałam, że Radny wypowiada się w imieniu MIESZKAŃCÓW – WYBORCÓW, ludzi, którzy oddali na niego głos, a nie PARTII. Pomyliłam się. Drodzy Radni. Przed Wami 4 lata ciężkiej pracy. Pracy na rzecz mieszkańców. To nie partia na Wasz głosowała tylko mieszkańcy. Na zakończenie wywodu, bez względu na to w umieniu której partii wypowiadaliby się Radni – ten felieton tradycyjnie, by się pojawił.
 

Śliwa zaprosić Ulijasza źle, Trojan zaprosić Gowina dobrze.

 
Czyli paradoksu wyborczego ciąg dalszy. GOWIN W DĘBICY Dziś do Dębicy przyjechał Jarosław Gowin - Lider Polski Razem. Przechadzając się po ulicach miasta rozdawał ulotki i zachęcał do głosowania na Mariusza Trojana. Napiszę i powtórzę jeszcze raz, jaka informacja została przekazana opinii publicznej: rozdając ulotki, zachęcał do głosowania na Trojana. CO WOLNO WOJEWODZIE, TO NIE TOBIE ... Kilka tygodni temu, przed pierwszą turą wyborów, gdy o fotel włodarza Dębicy walczyło jeszcze sześciu kandydatów, jeden z nich Jarosław Śliwa, zaprosił m. in. Bogusława Ulijasza - W-ce Ministra Sportu, Zbigniewa Rynasiweicza - Sekretarza Stanu w Ministerstwie Infrastruktury i Krystynę Skowrońską - Posłankę. Cała trójka zachęcała do oddania głosu na Śliwę, podczas zwołanych ku temu konferencji. KALI UKRAŚĆ KROWĘ DOBRZE, KALEMU JUŻ NIE... Kila osób blisko związanych z dębickim PiSem i Wspólnotą Ziemii Dębickiej, wizyty zainicjowane przez Pana Śliwę skomentowało jako robienie propagandy przedwyborczej, uzasadniając, że Śliwa zaprosił ludzi, którzy z Dębicą nie mają nic wspólnego. Co więcej nic o niej nie wiedzą. No tak, co taka Skowrońska, pochodząca z Mielca może wiedzieć o Dębicy? Albo taki Rynasiewicz, dzięki któremu Nagawczyna ma rondo, albo Ulijasz z Rzeszowa? No co oni mogli o tej Dębicy wiedzieć. A Gowin przyjechał popierać Trojana -kandydata PiSu - może sam fakt, że PiSu daje mu jakąś - szczególną moc poznania miasta za sprawą deptania kostki na Kolejowej? Kto wie? Kto to Wie Dębico?