Dębica – miasto wydarte PiSowi

 
W pierwszej turze wyborów na burmistrza Dębicy zdecydowanie, bo różnicą aż 7 punktów procentowych, wygrywa kandydat Prawa i Sprawiedliwości. O przyszłości miasta zadecyduje II tura, chociaż wynik wydaje się już przesądzony.  Strach przed kolejną kadencją PiSowskiego burmistrza spada na opozycyjnych polityków jak grom z jasnego nieba. W II turze, pozostali kandydaci postanawiają oficjalnie poprzeć kontrkandydata PiSu, bezpartyjnego Mariusza Szewczyka, który w dogrywce wygrywa uzyskując aż 62%  głosów.  W taki oto sposób, Dębica (woj. podkarpackie) została uwolniona od PiS.  "W Dębicy PiS przegrał wszystko" grzmiały lokalne media w powyborczym tygodniu, ponieważ oprócz tego, że kandydat PiS przepadł w batalii o fotel burmistrza, to także po wyborach komitet Prawa i Sprawiedliwości stracił większość w radzie powiatu. Chaos i zamieszanie w tej partii po wyborach wyczuwa się na odległość. Po pierwsze, niektórzy radni miasta wybranych z list PiS  deklarują pełną i lojalną współpracę z nowym, bezpartyjnym  burmistrzem Mariuszem Szewczykiem. Póki co, robią to nieoficjalnie i po cichu, aby nie wzbudzić i tak już szalejącego gniewu władz PiS w mieście. Po drugie, do mediów wyciekają smsy, pod którymi podpisuje się szef lokalnych struktur PiS poseł Jan Warzecha. Z treści tych smsów wynika, że wzywa się członków PiS do usuwania ze znajomych na facebooku tych, którzy wygrali wybory i/lub tych, którzy mogą się źle kojarzyć elektoratowi PiSu. Według tych smsów,  facebookowa znajomość z "wrogami" politycznymi mogłaby zostać przez wyborców odebrana "opacznie". Nie brakuje oczywiście wyzwisk od lewaków i nieprzyjemnych zwrotów. Poseł całą sprawę tłumaczył, iż "to była treść nie do upublicznienia, ale służąca naszym wewnętrznym sprawom PiS." Po trzecie, członków PiS, a szczególnie posła Jana Warzechę niezmiernie zbulwersował fakt, iż pomnik Lecha Kaczyńskiego w Dębicy został zdewastowany podczas jednej z grudniowych nocy, tuż po przegranych przez PiS wyborach w regionie. Wspomniany poseł PiS, na swojej stronie internetowej pisze, że "ten smutny czyn trudno w ogóle wytłumaczyć i zrozumieć" ,  a pan Stefan Bieszczad, radny Sejmiku województwa podkarpackiego (a jakże, z PiS) mówi, że "nie rozumie świata". Szkoda, że pan poseł oraz pan radny zapomnieli, w jakich oparach skandalu i absurdu przebiegał proces tworzenia pomnika Lecha Kaczyńskiego w Dębicy. Panowie nie pamiętają, ile środowisk kombatanckich, społecznych sprzeciwiało się lokalizacji pomnika Lecha Kaczyńskiego w Dębicy wśród symbolicznych tablic i dębów upamiętniających oficerów polskich zamordowanych w Katyniu. Panowie stwierdzili, że nie będą słuchać suwerena i postawili na swoim. W związku z tym, pretensje mogą mieć tylko do siebie; upamiętniając prezydenta Lecha Kaczyńskiego pod postacią pomnika w tym konkretnym miejscu, doprowadzili do jeszcze większego podziału politycznego, doprowadzając do głębokiego konfliktu między lokalnymi autorytetami; ale jak mawia przysłowie: "kto sieje wiatr, ten zbiera burzę". Zmiana w mieście już jest wyczuwalna. Czarę goryczy przelała sytuacja podczas II sesji rady miasta Dębicy. Podczas przemówienia przewodniczącego rady miejskiej z PiS, zgromadzona publiczność, słowa o potencjalnym trudnym współdziałaniu z nowym burmistrzem potraktowała buczeniem. I żadne krzyki nas nie przekonają, że białe jest czarne, a wybory są sfałszowane.
 

Dlaczego żółte światło?

 
Sam fakt czynu, bezdyskusyjnie zalicza się do kanonu chamstwa i chuligaństwa w najgorszym wykonaniu. Bez względu jak bardzo kogoś nienawidzimy, czy nie popieramy jego działalności – jego podobizny nie bezcześcimy – w żaden sposób. Tym bardziej, że jest to osoba przed nazwiskiem, której widnieje ŚP. Nie tłumaczy nic, nawet fakt wyładowania emocji w specyficzny sposób – wypróżnienia puszki farby. Nie wiem, czy pomnik który stał się celem dewastacji był celowy, czy przypadkowy. Martwi mnie, że prawdopodobnie to pierwsze. Na marginesie jest wiele innych monumentów w Dębicy, które są co najmniej brzydkie i nikt im krzywdy nie robi. Nie, nie namawiam do wylewania farby na wszystko co brzydkie, a do rozsądku w planowaniu  przestrzeni, np. przez nowe władze. To co ma 30 lat i nigdy nie było odnawiane – nie jest piękne, nie przypomina z sentymentem „tamtych czasów”. Przypomina o tym, że władza do tej pory zapomniała o estetyce miasta. Nie chcę dywagować, czy owy czyn miał jakikolwiek podtekst, czy miał nieść jakąkolwiek wiadomość, czy po prostu był oznaką głupoty i braku szacunku dla człowieka. Ale zastanawia mnie, czemu farba była żółta? Zwykle jest czerwona…
 

Gdy odchodzi ksiądz… bez powodu?

 
Dlaczego? Od kilku tygodni Dębica, a przynajmniej jej część, ta młodsza plus rodzice, żyje nagłym odejściem księdza Mariusza Ogorzelca. Sprawa nawet nie wydaje się być, bo jest zagadkowa. Z dnia na dzień z parafii odchodzi ksiądz. Ksiądz wobec, którego nie ma skarg. Ksiądz, który przyciąga rzeszę najmłodszych - dzieci. Ksiądz, który jak mówią, Ci, którzy mieli z nim styczność – ma coś w sobie. Coś co powoduje, że Msza nie jest straconą godziną rozmyślania o wszystkim i niczym, a o tym, po co do kościoła się przychodzi – czyli o relacjach pomiędzy Bogiem, a człowiekiem… Walczą jak matka o dziecko… Parafianie. Dzieci, rodzice. Rodzice tych dzieciaków, którym było dane uczestniczyć w przygotowaniu do I Komunii Św., właśnie przez Ks. Ogorzelca. Są protesty, wizyty u proboszcza,biskupa, petycje, plakaty. Te ostatnie najcenniejsze, bo wykonane przez dzieci. Przez te, których ból jest największy, bo nie rozumieją dlaczego tak się stało. Nie mogą zrozumieć… Jak można pojąć coś, co nie mieści się w głowie dorosłym i dojrzałym ludziom… Tylko z czym walczą? Co lub kto jest wrogiem? Oficjalny powód jest owiany tajemnicą. Lakoniczne wyjaśnienie, które już wszyscy znają na pamięć - „Odsunięty do innych zadań” nic nie znaczy? Może znaczyć wszystko lub nic. Komu zależało na tajemnicy? Komu zależało na domysłach? Kto zapomniał o uczuciach i emocjach tych najmłodszych? Dzieci. Co przysłoniło CZŁOWIEKA? To pytania, które pozostają bez odpowiedzi… Jak nie wiadomo o co chodzi, to… Gdy dowiedziałam się o sprawie ks. Ogorzelca… usiadłam. Bo tak się składa, że doskonale wiem, co czują te 8 – latki. Jakieś 10 lat temu czułam to samo. Byłam w gimnazjum – czas przygotowań do Bierzmowania. Ksiądz, który sprawował posługę w mojej rodzinnej parafii, był inny… Inny do tego stopnia, że religia przestała być przedmiotem do relaksu, odrabiania zadań domowych, czy jedzenia kanapek. Za jego sprawą religia stała się przedmiotem tak samo ważnym jak matematyka, chemia, czy język polski. Do dziś pamiętam, jak przed religią właśnie, siedzieliśmy całą klasą studiując Pismo Święte… To był ksiądz, który całym sobą był dla drugiego człowieka – zawsze. Przygotowanie do Bierzmowania nie było odbębnieniem formułek, jak bywa wśród prawie dorosłej młodzieży dziś. To był ksiądz, który z ambony potrafił powiedzieć, że jeśli już ktoś chce dać parę złotych na tacę, to lepiej na tą, z której pieniądze będą przekazane na głodujących w Afryce, lub potrzebujących, a nie na Seminarium Duchowne. Taki to był ksiądz. I odszedł. Został przeniesiony. Z dnia na dzień. Z podobnymi niedomówieniami i pytaniami bez odpowiedzi jak Ks. Mariusz. Pamiętam do dziś słowa jednej z kobiet, która stała pod kościołem i powiedziała tak: „Jak nie wiadomo o co chodzi to może chodzić tylko o jedno, a w sumie o dwie sprawy. Albo o kobietę, albo o pieniądze…” W przypadku Ks. Ogorzelca to pierwsze zostało wykluczone… W takim razie o co chodzi…? Po raz kolejny bardzo chciała bym się mylić. Tak bardzo bym się chciała mylić droga Dębico.
 

W imieniu PiSu i Wspólnoty Ziemi Dębickiej…

 
Czyli o politykowaniu w Radzie Miejskiej Jeszcze dobrze nie opadł kurz po wyborach samorządowych. Kto nie pamięta tych górnolotnych haseł: w tym roku pierwszy raz zagłosujemy w nowym wymiarze – wymiarze wyborów jednomandatowych. Nie głosujesz na partię, głosujesz na osobę, być może Twojego sąsiada. Głosujesz na przedstawiciela swoich spraw w Magistracie. I jeszcze raz zero partyjniactwa. Uwierzyliśmy wszyscy, a przynajmniej prawie wszyscy. Jeszcze dziś dźwięczą mi w głowie słowa – byłego już Burmistrza Pawła Wolickiego, który bez zastanowienia stwierdził, że odpolitycznienie wyborów przez ich jednomandatowy charakter, to jeszcze nie ta kadencja. Nie tak łatwo będzie się ludziom przestawić, szczególnie tym kandydującym, kandydującym pod szyldem partii, szczególnie tej, która od dawna rządziła w mieście. Niestety nie pomylił się. I ten aspekt martwi najbardziej. Na pierwszym miejscu mieli być ludzie – mieszkańcy Dębicy. Dlaczego wątpię w to, że nie są? Mam jeszcze w pamięci pierwszą sesję Rady Miejskiej – nowej Rady z wieloma nowymi Radnymi. Nie wiem, może to ze względu na fakt zafascynowania nową funkcją, a może ze względu na to, że to co miało być na pierwszym miejscu, czyli człowiek – zeszło na co najmniej drugie? Zamarłam… Gdy słysząc wypowiedzi Radnych, za każdym razem przed wypowiedzeniem konkretnego zdania, słyszałam wstęp: „w imieniu PiSu i Wspólnoty Ziemi Dębickiej…”. Co w tej sytuacji jest pocieszające? Owym wstępem najbardziej uradowani wydawali się być Ci nowi Radni, którym pierwszy raz udało się wejść w zaszczytną grupę Rajców. Myślałam, że Radny wypowiada się w imieniu MIESZKAŃCÓW – WYBORCÓW, ludzi, którzy oddali na niego głos, a nie PARTII. Pomyliłam się. Drodzy Radni. Przed Wami 4 lata ciężkiej pracy. Pracy na rzecz mieszkańców. To nie partia na Wasz głosowała tylko mieszkańcy. Na zakończenie wywodu, bez względu na to w umieniu której partii wypowiadaliby się Radni – ten felieton tradycyjnie, by się pojawił.
 

Śliwa zaprosić Ulijasza źle, Trojan zaprosić Gowina dobrze.

 
Czyli paradoksu wyborczego ciąg dalszy. GOWIN W DĘBICY Dziś do Dębicy przyjechał Jarosław Gowin - Lider Polski Razem. Przechadzając się po ulicach miasta rozdawał ulotki i zachęcał do głosowania na Mariusza Trojana. Napiszę i powtórzę jeszcze raz, jaka informacja została przekazana opinii publicznej: rozdając ulotki, zachęcał do głosowania na Trojana. CO WOLNO WOJEWODZIE, TO NIE TOBIE ... Kilka tygodni temu, przed pierwszą turą wyborów, gdy o fotel włodarza Dębicy walczyło jeszcze sześciu kandydatów, jeden z nich Jarosław Śliwa, zaprosił m. in. Bogusława Ulijasza - W-ce Ministra Sportu, Zbigniewa Rynasiweicza - Sekretarza Stanu w Ministerstwie Infrastruktury i Krystynę Skowrońską - Posłankę. Cała trójka zachęcała do oddania głosu na Śliwę, podczas zwołanych ku temu konferencji. KALI UKRAŚĆ KROWĘ DOBRZE, KALEMU JUŻ NIE... Kila osób blisko związanych z dębickim PiSem i Wspólnotą Ziemii Dębickiej, wizyty zainicjowane przez Pana Śliwę skomentowało jako robienie propagandy przedwyborczej, uzasadniając, że Śliwa zaprosił ludzi, którzy z Dębicą nie mają nic wspólnego. Co więcej nic o niej nie wiedzą. No tak, co taka Skowrońska, pochodząca z Mielca może wiedzieć o Dębicy? Albo taki Rynasiewicz, dzięki któremu Nagawczyna ma rondo, albo Ulijasz z Rzeszowa? No co oni mogli o tej Dębicy wiedzieć. A Gowin przyjechał popierać Trojana -kandydata PiSu - może sam fakt, że PiSu daje mu jakąś - szczególną moc poznania miasta za sprawą deptania kostki na Kolejowej? Kto wie? Kto to Wie Dębico?
 

Urwę ci głowę i zapomną, że kandydujesz.

 
Temat oklepany jak poduszka z pierzu, więc przejdę przez niego bardzo szybko. To po pierwsze. Sprawa dotyczy wyborów, a te już ludziom bokami wychodzą. To po drugie. Zajście jest dla mnie pozbawione jakiegokolwiek sensu, a jeśli coś jest bez sensu, to nie ma co się na tym zbyt długo rozwodzić. To po trzecie i ostatnie. PLAKATY WYBORCZE Wiszą, jeszcze muszą, bo przed Dębicą i wieloma innymi miastami II tura wyborów. Jest ich na szczęście mniej, ale być, są. Kampania trwa, to zrozumiałe, że i muszą być plakaty i inne materiały wyborcze. AKROBATA POTRZEBNY Tak dokładnie. Wcale nie wyolbrzymiam, żeby powiesić niektóre banery, trzeba było wykazać się ogromną zręcznością, więc brawa dla tych sztabowców, którzy ją posiedli i szczytnie wykorzystali na rzecz kandydatów na samorządowców. PARADOKS Natomiast kompletnie nie mogę zrozumieć, tych ludzi z komitetów wyborczych, czy najętych przez komitety, których zaszczytnym zadaniem jest - uwaga - zrywanie, rozdzieranie, rwanie plakatów i banerów. Nie, nie można zrzucać winy na niewychowaną młodzież. Ta, uwierzcie Państwo, ma ciekawsze zajęcia niż niszczenie podobizn ludzi, o których pewnie mało co wie. W DRODZE WYJĄTKU. Przed pierwszą turą wyborów, zastanawiałam się nad sensem owego niszczenia makulatury wyborczej i doszłam do takiego wniosku: Jeśli każdy komitet wyborczy, dla każdego kandydata miał by prawo wywieszenia tylko JEDNEGO baneru - załóżmy - mega wielkości, jak najbardziej rozumiem wszelkie próby zniszczenia go - bo jest tylko JEDEN. Zerwę ten jeden, ludzie nie będą wiedzieć, że Iksiński startuje. Haaa nie dostanie głosów, haaa nie przejdzie, haaa ale jestem zdolniacha w łamaniu cudzej kariery politycznej. PROBLEM w tym, że tych plakatów jest masa... Więc, drogi wyborczy dewastatorze, informuję, że zerwanie plakatu do wysokości wiązania krawata na jednym słupie ogłoszeniowym, nie sprawi, że wyborcy będą mieli problem z rozszyfrowaniem kandydata - tym bardziej w II turze, gdzie jest ich tylko dwóch. Z drugiej strony, tu nie Meksyk, a Dębica...
 

Układ korzystny dla PiSu, korzystny dla partii, niekorzystny dla ludzi?

 
Jeszcze wybory dobrze się nie skończyły, jeszcze plakaty nie ściągnięte, jeszcze obietnice brzęczą w uszach wyborców, a już wychodzi na wierzch pospolite partyjniactwo przeciw dobru ludzi i Dębicy. NIE OBRAZIŁAM SIĘ NA PIS. JESZCZE... Na wstępie wspomnę i uprzedzę lawinę podejrzeń, że nie uwzięłam się na dębickim PiSie. Bez względu na to, z czyich ust przytoczone poniżej słowa i sugestie by padły, nie omieszkałabym rozłożyć ich na części pierwsze. JESZCZE NIE PO WYBORACH Więc, tkwimy w baśni. Baśni dobrych samorządowców, uczciwych polityków, kulturalnych posłów, empatycznych radnych, skorych do dyskusji na rzecz mieszkańców kandydatów (teraz już na burmistrza i wójta, czy wójtową). Patrzą z plakatów, mówią górnolotnymi hasłami wyborczymi, tym bardziej im dłużej siedzą na pańskich stołkach. Tak trudno się jest od nich odlepić, bo to ciepłe posadki są, a i dobrze płatne. Dlatego...? UKŁADY BO NA NIE NIE MA RADY Tak się mówi i tak jest. To jest polityka, tego się do końca nie zrozumie. Wracając do lżejszej wersji "układu", mam na myśli udzielanie poparcia, czy łączenie się w koalicje różnych ugrupowań dla przejęcia władzy np w Radzie, co obserwujemy obecnie w dębickim powiecie. Zarówno jeden jak i drugi proces jest naturalnym i zrozumiałym dla mnie, ALE.... POD JEDNYM WARUNKIEM... KONIEC PARTYJNIACTWA MIAŁ BYĆ... A gwarantem tego końca maiły być wybory jednomandatowe. Głosujemy na ludzi, a nie na partie. Jednak kilka dni po ogłoszeniu wyników i wysłuchaniu komentarzy działaczy politycznych, widać gołym okiem, że szczególnie tym upolitycznionym nie w smak koniec partyjniactwa. W końcu po coś się do tej partii zapisało, nie? Więc partia przede wszystkim, do tego stopnia, że zapomina się, że pasowałoby chociaż stwarzać pozory tego nieupartyjnienia, chociaz w trakcie wyborów. CO BĘDZIE KORZYSTNIEJSZE DLA PISU Czyli co wyprowadziło mnie całkowicie z równowagi, a konkretniej jakie słowa, które jak wspomniałam na wstępie, bez względu na to, jakiej partii przedstawiciel by przytoczył - wyciągnęła bym przed publikę, co zresztą teraz czynię. Chodzi o Bożenę Osochę, która w II turze wyborów na wójta Żyrakowa, zabiega o poparcie dębickiego PiSu. Pomijam fakt, że startowała z WZD i to, czy WZD łączy coś z dębickim PiSem, czy nie. Istotnym jest to, co przedstawiciel dębickiego Prawa i Sprawiedliwości zakomunikował w odpowiedzi: - "Poparcie jest możliwe, ale pod warunkiem, że będzie to dobre rozwiązanie dla PiSu." ... Dla PiSu? Dla dębickiego PiSu? Przepraszam, bo się pogubiłam. Myślałam, że podstawą poparcia kandydatów, lub zawarcia koalicji w Radzie jest - DOBRO MIESZKAŃCÓW, a nie to, czy partia na tym zyska, czy straci, lub o to, czy utrzyma władzę w Radzie Miasta, czy Powiecie. Zresztą ostatnie dwie kadencje, jak na dłoni pokazują, że to, co dobre dla partii - niekoniecznie było dobre dla ludzi. Powtórzę jeszcze raz, tyczy się to każdej partii.
 

Pierwszą dietę – przepić…

 
Więc głosuję na Ciebie, bo będzie kasa na %%%%%%%%%%%%%. Krócej – wydać na… O tym, że pierwszą zarobioną kasę trzeba przepić, wiemy nie od wczoraj. Mniej alkoholowa wersja, wysyła na zakupy, bez względu na to, czy ma się coś istotnego do kupienia, czy chodzi o sam fakt wydania tych kilku groszy. A dietę samorządową? Oczywiście też, szczególnie tą pierwszą. Takie głosy i slogany można znaleźć nie gdzie indziej, jak na fejsbukowej tablicy kandydatów do Rad Powiatu, Gmin, czy Miasta. Młodych kandydatów, którzy chyba zapomnieli, do czego zobowiązuje rozpoczęcie życia publicznego. Tak, jest już po wyborach. Ale komentarze pozostały i budzą we mnie mieszane uczucia. Nasuwa się pytanie: Po co startowałeś, ale tak szczerze? Jakie miałeś pomysły na zmiany? Nie, nie partyjne, Twoje własne? Co wiesz o pracy w samorządzie, lubisz taką formę działalności? A może nie była to Twoja decyzja? Zapełnienie listy? Może to tylko układ? Ciekawość mnie zżera co do potencjalnych odpowiedzi. Kto wie, może jeszcze znajdzie się okazja, by dopytać, szczególnie tych, którzy już niedługo będą podnosić rękę, podczas głosowania. Jestem jeszcze młody i nie muszę… Musisz. Musisz mieć świadomość na czym polega pełnienie mandatu radnego, bez względu na to ile masz lat. Tutaj wiek nie ma nic do rzeczy. Musisz, nie tylko jako samorządowiec, ale jako człowiek, stosować chociaż podstawy tzw. kultury osobistej. Argumenty pt. bo się nie wylogowałem z konta, bo mnie podpuścili, albo tak jak w przypadku Pana Brodnickiego, bo nie wiedziałem, że kamera była włączona, nie są uzasadnieniem, Twojego jakże niedojrzałego zachowania. Mandat samorządowca, to wyraz zaufania. Pomyśl, jak czuje się wyborca, który Ci zaufał. Stwierdził, świeża krew. Dobre pomysły. Postawię krzyżyk. Tylko po to, by potem przeczytać, że startujesz, bo będzie dodatkowa kasa, a imprezy to Twoje drugie życie. W związku z tym na sesję biała koszula, krawat. Pozory trzeba stwarzać. A po sesji, nawet nie pamiętasz imienia kobiety z Twojego okręgu, która przyszła, bo zlikwidowano kosze na osiedlu i brudno. Co Cię to obchodzi. Ty tam nie mieszkasz. Jeszcze się nauczę… Serio? Od kogo? Może od starszych kolegów radnych? Poczekaj, czyli od tych, którym udało się już którąś kadencję siedzieć wygodnie przez godzinkę, góra dwie i tylko podnosić rękę podczas głosowania, bo już zapomnieli o reprezentowaniu spraw mieszkańców? Bo w sumie po co? Bo układ koalicyjny był taki, że nie dyskutujemy? A może od tych, którym częściej zdarza się rozmawiać na temat kolejnej popijawy, niż o nieszczęściu Pani Zosi, której bardzo zależy na tych koszach. A może od tych, którzy mówią, co wiedzą i uśmiechają się tylko na widok kamery, czy aparatu, bo na zdjęciu trzeba wyglądać? Racja, masz świetnych nauczycieli, jest z kogo brać przykład. Na tych, którzy dyskutują i przedstawiają pomysły na rozwiązanie ważnych spraw, pewnie nie zwrócisz uwagi. Są nudni. Nie mają czasu na głupoty, a poza tym, znają z nazwisk cały swój okręg. Co za idiotyzm, po co to pamiętać. Nie dojrzeliśmy do takiego poziomu demokracji… Mówił jeden z kandydatów na Burmistrza Dębicy. Chodziło o temat zrzeknięcia się diet, czyli o pełnienie funkcji radnego za darmo. W poprzedniej kadencji w Dębicy nie znalazło się 6 radnych, którzy przegłosowaliby brak pobierania diet. I niech mi ktoś powie, że startując nie bierze się pod uwagę dodatkowych paru groszy. Bierze się. Takim argumentem kusi się też młodych. Ci z kolei, później wypisują brednie na portalach społecznościowych o przepijaniu pierwszej diety. Młodzi potrzebni w samorządach… Tak, dobrze, że kandydują. To świeża krew, nowe pomysły, nie przesiąknięci partyjniactwem itp. Itd. Takie komentarze płynęły od prawie wszystkich sześciu kandydatów na Burmistrza Dębicy. Czy na pewno Panowie? Czy na pewno jest to świetny pomysł? Czy młodzi radni, patrząc na swoją funkcję przez pryzmat  pieniędzy do przeimprezowania, to dobra droga? Wybaczcie Państwo. W żaden sposób nie jestem się w stanie z tym zgodzić. Ludzie – społeczność – mieszkańcy, nie potrzebują kolejnych pseudo – przedstawicieli, którzy dość, że nie będą mieli się od kogo uczyć, to jeszcze sami nie mają pojęcia o co chodzi w mandacie radnego. Z pozdrowieniami dla Radnych 30-. Obym się myliła.
 

Marszałek był w Starostwie, byli też inni, ale … po co o tym pisać.

 
Nie dorastają Okazuje się jednak, że w porównaniu z urzędnikami, którzy obok Marszałka, zasiadali przy stole nie dorastają im do pięt. Nie po jego myśli było Dlaczego? Trudno powiedzieć. Może dlatego, że weszli Marszałkowi w paradę, bo zamiast siedzieć cicho i słuchać prezentacji na temat tego, jak województwo wspaniale realizuje swoje plany komunikacyjne na terenie Podkarpacia, postanowili upomnieć się o swoje Zawierzbie w bardzo niewybredny sposób. A może ich tam nie było? Dziś, prawie miesiąc po feralnej wizycie, trudno Starostwu widocznie to stwierdzić. Jednak bezdyskusyjnie, musi coś być na rzeczy. Dlaczego? W notce zamieszczonej na stronie Starostwa Powiatowego o wizycie Marszałka, ani słowem nie wspomniano, że byli mieszkańcy Dębicy. Skromny opis za to wymienia całą rzeszę urzędasów z pełnionymi funkcjami. A co ich obecność zmieniła w rozwiązaniu problemu, mieszkańców Zawierzbia? Nic. Dlaczego? Ponieważ nikt z wspomnianych wyżej urzędników nie potrafił przedstawić konkretnego rozwiązania na ich problem. Zostali pozostawieni sami sobie i nawet sam Starosta nie był w stanie odpowiedzieć na nurtujące ich pytania „W omawianej tematyce znalazł się zjazd z autostrady A4 Dębica Wschód (Pustynia- Zawada) i Dębica Zachód (Żyraków).” – Czytamy na stronie Starostwa Powiatowego. A kilka linijek niżej: „Marszałek Władysław Ortyl złożył zapewnienie o finansowaniu i umieszczeniu na liście projektów komunikacyjnych na lata 2014 – 2020 planowanych łączników z terenu naszego powiatu.” Nie rozumiem… Czemu rozmawiając po konferencji i podczas organizowanej blokady, mieszkańcy Zawierzbia chórem stwierdzili, że nie czują się usatysfakcjonowaniu zapewnieniami Marszałka, Starosty o raz całej świty urzędniczej. Hmm… nie rozumiem. Źródło:http://www.powiatdebicki.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=186:marszalek-w-starostwie&catid=12:ogolne&Itemid=109
 

Po co zapraszać, jak widzieć nie chce się? Panie Kandydacie na Burmistrza

 
Prywatnie uważam, że jeśli nie chcemy kogoś widzieć, rozmawiać, słuchać, to go nie prowokujemy i nie zapraszamy, tam gdzie może się pojawić. Szkoda zachodu i cennego czasu. Naszego i tego, który należy do znienawidzonej za „mówię co myślę” osoby. To moje zdanie.   KANDYDAT NA BURMISTRZA STWIERDZIŁ INACZEJ… I zamiast darować sobie wysłania zaproszenia na oficjalną konferencję prasową, wysyła. Przepraszam zrobi to członek komitetu wyborczego, a nie owy Kandydat. ZACZĘŁO SIĘ OD: Od tego, że otrzymałam zaproszenie na konferencję, która z uwagi na wybory, dotyczyć miała przedstawienia kandydata na Burmistrza Miasta i do poszczególnych Rad oraz programu wyborczego. Miejsce znam, datę znam. Nie znam godziny, więc piszę wiadomość z zapytaniem: o której? Odpowiedzi nie otrzymuję do dziś. Pytam brać dziennikarską. Bo wiem, że wie. Mail został wyjątkowo wysłany indywidualnie tylko do mnie, a nie zbiorczo do wszystkich. Dowiaduję się, że o 12:00. Jest 11:57. Więc z językiem na brodzie, biegnę przez pół miasta. Po to by otworzyć drzwi i usłyszeć, że to już koniec. Że jeśli pytań brak, to dziękuję za uwagę. BY NIE NA DARMO… ten język na brodzie był wywieszony, zadaję kilka pytań. Bo kto pyta nie błądzi i wychodzę. A teraz siedzę i piszę o tym, co miało miejsce i zastanawiam się po co to wszystko było? I gdzie potencjalny Burmistrz widział sens w takim scenariuszu? Ja go nie widzę do dziś. JUŻ NIE WIEM CO WOLNO? Dziennikarzowi, który ma ten przywilej, że może mieć własne zdanie i nie boi się go publicznie prezentować. Bo wiem, że o to chodzi. O to, że gdy coś widzę, to o tym piszę, tak jak to wygląda, a nie tak jak „pasowało by wyglądało”. Nie dlatego, że jestem dziennikarką. Dlatego, że każdemu tak wolno. Jednak wyżej opisane zdarzenie, cokolwiek miało na celu, krzyczało głośno – krytyki sobie nie życzę, bo… W sumie nie wiem czemu. BYĆ PUBLIKIEM Czyli osobą publiczną, ze względu na pełnione funkcje wiąże się nie tylko z faktem poklepywania po ramieniu, ale też z krytyką tego, co robi się, lub mówi się. Ten fakt trzeba sobie wziąć do serca. Nie ma co się obrażać, uciekać, czy spuszczać wzroku… OKO ZA OKO? Reasumując. Cokolwiek owy zabieg nieudolnego zaproszenia redaktora, miał na celu, chyba się nie powiódł bo: W biegu jestem ciągle, pieszo chodzę bo lubię, tak zdrowiej. Upokorzona się nie poczułam, obrażona tym bardziej. W sumie mam świetny humor, czyli wyszło mi to na zdrowie. A jeśli to zdarzenie, Panie Kandydacie od „ludzi, a nie partii” miało na celu wyprowadzenie mnie z równowagi, to z przykrością stwierdzam, że nie wyszło, ale proszę próbować dalej, jeśli tylko widzi Pan w tym sens.