Powrót legendy

 
Po raz pierwszy od wielu lat dębicka centrolewica zwarła szyki i jest na ostatniej prostej do wyborów samorządowych. Komitet Wyborczy Wyborców Edwarda Brzostowskiego rozpoczął swoją działalność. "Wielki Ed" wraca do gry wraz ze swoją drużyną. Ulepszoną i wzbogaconą. Wielu mieszkańców Dębicy i powiatu podkreśla, że "za Brzostowskiego było lepiej", że dla każdego była praca, że komfort życia był lepszy, że nie było obaw o rodzinną sytuację materialną, że był po prostu najlepszym burmistrzem Dębicy ze wszystkich. Edward Brzostowski wciąż ma słuszne pretensje do ludzi, którzy zniszczyli jego Igloopol. Przypomnijmy, w latach 80. Igloopol liczył 120 zakładów, uprawiał dziesiątki hektarów pól, zatrudniał blisko 50 tysięcy ludzi. W szybkim tempie przejmował źle funkcjonujące PGR-y i spółdzielnie produkcyjne. Zysk szedł na inwestycje oraz na budownictwo mieszkaniowe, sport, kulturę... W drużynie Brzostowskiego na wybory samorządowe znalazło się wiele dynamicznych, odpowiedzialnych i przygotowanych osób do pełnienia ważnych funkcji w samorządzie terytorialnym. Zjednoczona dębicka centrolewica to mieszanka ludzi młodych i doświadczonych. Na listach wyborczych znajdą się społecznicy, wolontariusze - są to między innymi przedstawiciele Sojuszu Lewicy Demokratycznej, stowarzyszenia Razem dla Ziemi Dębickiej, Federacji Młodych Socjaldemokratów, Twojego Ruchu... można wymieniać wiele. Kandydatem, którego Brzostowski popiera w wyborach na burmistrza Dębicy, to Marek Kamiński. Z takim poparciem obecny dyrektor Gminnego Ośrodka Sportu i Rekreacji ma spore szanse na zwycięstwo. Mieszkańcy regionu wciąż pamiętają i szanują Brzostowskiego. Mają w pamięci czasy, kiedy na miejscu śmietników budował osiedle, łącznie z kościołem, ośrodkami kultury i sportu. Był ojcem założycielem Akademii Ekonomicznej w Dębicy. I wielu dał pracę. Teraz po rządach prawicy w mieście, gdy wokół bieda, łatwiej to docenić. Na koniec, wspomnę, że Igloopol od początku nie pasował tym, którzy w czerwcu 1989 roku wygrali wybory. Pierwsza spółka kłóciła się z obrazem polskiej gospodarki, pustych półek i kartek na mięso, więc za wszelką cenę próbowano udowodnić, że Edward Brzostowski jest czerwonym malwersantem i zwykłym złodziejem. Musiało minąć aż dziesięć lat, nim wyszło, że wszystkie zarzuty są wyssane z palca. Przed wyborami często się pojawia zdanie, że potrzebne są "nie pomniki, ale równe chodniki." Chodniki już są, ale jednego pomnika brakuje.    
 

CO SIENKIEWICZOWI W DĘBICY NIE PASOWAŁO?

 
Sobota, piękna jeszcze letnia pogoda. Rynek Główny naszego miasta. Przemierzam jak zawsze najpierw dookoła , później zagłębiając się w wewnętrzną strukturę, ławek i muszli i melodyjkę „czterech słoni, zielonych słoni”. Nie był to spacer tylko dla przyjemności, a dla ogólnopolskiej akcji „Narodowego Czytania”. Tak, tak Dębica też chciała być pod tym względem „na czasie”. Bo jak cała Polska czyta to Dębica czyta także, w tym roku Sienkiewicza. Pomysł generalnie nie zły. Biorąc pod uwagę, że czytamy niewiele. Czasami gazetę, częściej artykuł w Internecie, o dobrą książkę już trudniej. W szkołach gdy by nie lektury, o których mówi się, że obowiązkowe, było by jak z kaczkami, gęśmi i krowami. Trzeba na wieś pojechać, a najpierw prawdziwej wioski poszukać, by dziecku pokazać jak kaczka wygląda. Z książką i staropolską prozą pisaną jest podobnie. I wcale nie przesadzam. To co widziałam dziś na Rynku Głównym Dębicy nie przypominało na pewno tego, czym miało być. Ogólnopolska akcja. Czyta prezydent, czytają aktorzy, nauczyciela i wszyscy którzy po prostu chcieli. Zbierają się w wyznaczonych miejscach - parkach, na ławeczkach, w okolicach Rynku, przy pomnikach. Czytają, zmieniając barwę i ton głosu, czytając interpretują fragmenty, przekazując swój obraz „tamtych czasów”. Grupa kilkudziesięciu, a nawet kilkuset osób przystaje, siada, słucha. Odpływa w zamyśleniu. Tak chyba miało to wyglądać z punktu widzenia człowieka, który naszedł na owe zgromadzenie literatów. Dębicki Rynek nie gościł nawet tuzina zainteresowanych. Nie pomogły plakaty, wystawione na sztalugach, rozstawione krzesła, ani panie paradujące w staropolskich strojach, wcielając się w postaci z „Potopu”. Od czasu do czasu namawiając do posłuchania przechodzącego przez plac rynku, robiły wrażenie zawiedzionych. Zawiedziony był również ten, który przy okazji literackiej akcji, propagowania narodowej polszczyzny oraz dorobku kulturowego, chciał co nieco politycznie ugrać. Wybory za pasem, więc Dębico wiedz, że coś się dzieje. Cóż, nie każdy kocha staropolską mowę, Sienkiewicza, o całej „Trylogii” nie wspomnę. Robiąc kilka zdjęć, spacerując nadal, postanowiłam zrobić mini quiz okolicznym handlowcom. Maszerując od sklepu do sklepu z pytaniem, czy wiedzą, co odbywa się na Rynku na muszlowej scenie. „Chyba coś dla dzieci, bo dzieci słychać” „Jakieś chyba zabawy, czy coś, bo tak poprzebierani tam” „A wie pani, że nie wiem, coś tam jest ale co?” „No ktoś występuje, coś tam czytają, coś dzieci, jak rano to dla dzieci” itp itd. Było nam w tych sklepach wesoło nie powiem, ale chyba też trochę smutno. Ktoś się napracował, a tu kszty docenienia nie uświadczy. Hmm… A może Dębicy inna muzyka w duszy gra, może ludzie mają inne potrzeby kulturalne, niż poezja. Może to nie o kulturę chodzi, a pracę. Może nie zawsze trzeba robić to co wszyscy i wszędzie. I pewnie tych może jeszcze by się sporo znalazło. Cóż zdarza się. Tak więc droga Dębico, czy wiesz, że Sienkiewicza miałaś dziś za ulicą.
 

CZEGO KONKRETNIE CHCĄ DĘBICZANIE OD CHIŃCZYKÓW?

 
Ostatnie wydarzenia, nazwijmy je polityczno –gospodarcze – społeczne (choć, które przede wszystkim, za wcześnie by oceniać) pokazują, że Dębica stała się bardzo światowa w tej sferze. Wszystko za sprawą przyjazdu delegacji z chińskiego miasteczka – Nanhai. Biorąc pod uwagę, że w Dębicy nic się nie dzieje, co zewsząd słychać, to trzeba przyznać, że coś jednak drgnęło i to z przytupem. Zdarzenie nazywane wręcz egzotycznym, bo cóż tu dużo mówić taka okazja nie trafia się często. Różnych gości miała Dębica, ale z Chin jeszcze nie. Kompleks odbytych spotkań, zarówno kwietniowego meetingu w Chinach, jaki i dębickiego kilka dni temu, został porównany do relacji partnerskich, a wręcz małżeńskich. Oczywiście z zachowaniem wszystkich etapów jakie przechodzi związek dwóch, w tym przypadku regionów, łącznie z uprzejmościami, uściskami, uśmiechami i niezmierzonymi nadziejami na przyszłość. Z jednym małym wyjątkiem. Gdy dwoje ludzi się poznaje, wzajemnie przedstawia rodzinie, znajomym, angażuje w swoje ochy i achy wójta i całą gromadę, dostaje od tej gromady kawałek czasu na pofruwanie w obłokach. Taki okres próbny, by później już na bardzo poważnie zostać rozliczonym, z tego jak, gdzie i za co KONKRETNIE wyobrażają sobie wspólne życie. Samą miłością dziecka nie nakarmisz… samymi zapewnieniami, mieszkańcom bytu nie zapewnisz… Jak się okazuje Dębiczanie nie chcą czekać, nie mają czasu na uprzejmości i badanie rynku. Potrzebują konkretnych ustaleń teraz. Co się zmieni dla zwykłego człowieka, co z nowymi miejscami pracy, w jakich branżach, czy dla młodych otworzy się w końcu dębicki rynek pracy? Czy powstanie nowa fabryka? Jakie mierzalne rezultaty przyniesie ta współpraca. Jakie kwoty zostaną zainwestowane i gdzie? Czy Dębica ma co zaoferować Chinom? To tylko część pytań przewijających się przez dyskusje. Cóż, nie żyjemy na bezludnej wyspie, więc biorąc pod uwagę wszystkie plany wymiany edukacyjnej, sportowej, mentalnej, społecznej i gospodarczej, nie ma co się ludziom dziwić, że rok czekać to z goła za długo. Więc czy z tego małżeństwa będą jakieś dzieci na miarę wymiernych korzyści, sama jestem ciekawa.
 

JAK TO JEST POCHODZIĆ Z MIASTA Z BURMISTRZOWYM WYROKIEM?

 
JAK CELEBRYCI… Żyją Dębiczanie. Chcąc, czy też nie stali się mieszkańcami popularnego miasta na Podkarpaciu. Dębica jest i była kojarzona z wieloma szczególnymi znakami. Opony, trolejbusy, Penderecki i na koniec Wolicki. Choć obu tych panów nie wypada porównywać, bo krąg ich działalności z goła odmienny. Osoba tego ostatniego stała się powodem kojarzenia miasta w coraz większym promieniu. Nie mówię tutaj już o regionie, czy województwie, ale Polsce. PRZYNAJMNIEJ WIEDZĄ, ŻE TO JESZCZE NIE CZECHY, ANI UKRAINA… Kila dni temu spotkałam koleżankę, która jak sama o sobie mawia, dawno bo dawno, ale zaliczyła dębicki epizod. Krótko uczyła niemieckiego w jednej ze szkół. Mimo, że zamieszkuje centralną Polskę, nieopodal Warszawy, opowiadając o sobie tu i ówdzie, jak sama odkryła wspominając kilka miesięcy belfrowania w Dębicy, gdzie to jest praktycznie wszyscy wiedzą. Do tej pory miasto Pendereckiego i opon miejscowiono przy granicy, jak nie z Ukrainą, to z Czechami. Rodziło to komiczne sytuacje. Cóż daleko nie mamy, więc wybaczamy. DZIĘKUJEMY PANIE PAWLE… „Dębica, aaaa wiem, tam co mają burmistrza z wyrokiem.” -Tak kojarzą Warszawiacy miasto, które bardzo miło wspominam. Czasami brakuje mi pomysłu na neutralną reakcję. - Żali się. - Nigdy bym nie pomyślała, że burmistrz Dębicy będzie laurką swojego miasta w kryminalnym ujęciu. To przykre. TYM BARDZIEJ, ŻE WYROK Z CHOINKI SIĘ NIE URWAŁ… Sprawę która przysporzyła sławy burmistrzowi i niesławy miastu ciągnie się od dłuższego czasu. Około miesiąca temu Sąd wydał uzasadnienie wyroku, w którym jasno określa, że Wolicki wiedział, ze prawo łamie i to rzeczywiście cztery razy. Wyprawki jako dobry pomysł ale rozdane bez uchwały. Figurki patronki miasta za kasę, z której miały być drogi. Tam gdzie przy leśniczówce miał stanąć plac zabaw – nie ma go, a firma kasę za wykonanie dostała. A na koniec, wracając do wyprawek powinny być zakupione w ramach wyboru najkorzystniejszej oferty, czego nie zastosowano. Sam Paweł Wolicki przekonuje, że prawa nie złamał, zapowiedział apelację i taka zapewne do Sądu wpłynie. Ale mnie zastanawia co innego. SUKCES MA WIELU OJCÓW, PORAŻKA ZWYKLE ZOSTAJE SIEROTĄ… Powiedział Burmistrz podczas jednej z sesji Rady Miejskiej. Czy gdy by się okazało, że zarzuty były bezpodstawne, a sąd nie znalazł by winy i wyroku by nie było, to czy nadal Paweł Wolicki stał by sam opowiadając o swoich działaniach? Czy podczas konferencji prasowej sam tłumaczył by i wyjaśniał powody i przebieg „pomocy” dla mieszkańców miasta, za które dziś dostał wyrok? Czy był by brany pod uwagę jako kandydat w wyborach na Burmistrza przez PiS, czy Wspólnotę Ziemi Dębickiej? W tym momencie, nawet Ci którzy nie interesują się na co dzień polityką, gołym okiem widzą, że Wolicki został sam jak palec. Jego koledzy samorządowcy, pracujący z nim na co dzień zapomnieli że Urząd Miejski działa jako grupa - zespół. Nagle okazało się, że Burmistrz to Urząd jednoosobowy, bez Rady bez zastępców. Sam decyduje, sam działa, sam odpowiada za to co wykombinował. Proszę mi uwierzyć, że to i tak bardzo obszerny komentarz. Pytając niejednokrotnie o ocenę pracy Wolickiego, odmawiano mi komentarza. Odmawiali ci, którzy przez dwie kadencje byli najbliżej. Ci, którzy nawet jeśli decydować nie mogli, mogli doradzić, przedyskutować. Od taka burza mózgów dla wspólnego dobra. Szef niech będziesz szefem nawet najbardziej nieprzystępnym, ale szczególnie po kilku latach pracy, nie uwierzę, że nie ma opcji by podejść i na spokojnie porozmawiać o ewentualnych konsekwencjach szczodrych decyzji. Cóż stało się. Warszawa wie gdzie Dębica, przenosząc ją w końcu na Podkarpacie. W przeciwieństwie do partyjnej załogi jeszcze obecnego Burmistrza, która nawet podczas uroczystości stoi trochę dalej, niż zwykle. Ot taki przypadek, może miejsca nie było, a może to niewygodne miejsce. A może lepiej z daleka obserwować miejsce, na które samemu chce się wskoczyć?
 

CO MA WSPÓLNEGO STUDENT Z KOŃCZĄCYM KADENCJĘ SAMORZĄDOWCEM?

 
Przykro mi to stwierdzić, ale analizując wszelkie poczynania by ułatwić życie mieszkańcom, widzę tego zdezorientowanego studenta, który obudził się kilka tygodni przed pierwszym egzaminem i nie wie w co ma ręce włożyć, a tu pasowało by zdać na ten drugi rok. A tu pasowało by pociągnąć tą kolejną kadencję. A W RZESZOWIE Kilka dni temu spotkałam znajomą, która wychowała się w Dębicy, ale wyemigrowała do Rzeszowa. Najpierw za edukacją, potem została, bo to Rzeszów dał jej zatrudnienie. Szłyśmy właśnie nowo wyremontowanym chodnikiem, uprzednio przechodząc przez świeżo odmalowane pasy i tak jakoś zaświtało mi w głowie pytanie: A w Rzeszowie widać, że zbliża się jesień wyborcza? - Wiesz, w Rzeszowie cały czas się coś dzieje. Co tydzień, co miesiąc, co rok. Nie widać nagłych remontów, czy laurek komunikujących, że ta ulica i ten blok z inicjatywy tego i tego został odmalowany. Rzeszów to taki pilny student. Pracuje rzetelnie cały 4- letni semestr. – Skwitowała. Jeszcze raz rzuciłyśmy okiem na białą jak śnieg podwójną ciągłą przy Jana Pawła, spoglądając na siebie znacząco. NO JAKIMI? A jakimi „studentami” są nasi dębiccy rządzący? Momentem prawdy dla studenciaka jest sesja. To czas gdzie terminowe egzaminy, rozliczają młodego ucznia z tego jak w czasie ok. 5 miesięcy przyswoił sobie wiedzę programową. W jaki sposób rozłożył naukę na etapy. Jak podchodzi do egzaminów. W pierwszych terminach, czy zalicza wszystko na raz w ostatnim „komisie”. Czas sesji egzaminacyjnej to również rachunek sumienia przed samym sobą. Czas kolejnych obietnic, że gdy tym razem „Pan da trzy”, to w przyszłym roku będę najpilniejszym i najzdolniejszym słuchaczem i praktykiem. Będę się angażował we wszelkie zajęcia poza programowe by w 100 % przyczynić się do najwyższego rozwoju własnej wiedzy. Będę najlepszy. Nic, a nic nie zostawię na ostatnią chwilę. Nie będę też „mądrze patrzył”, licząc na litość egzaminatora. W sumie, jak już zmarnowałem 5 miesięcy na kompletnym nicnierobieniu, to teraz pozostaje mi tylko obiecywać i chaotycznie coś tam się nauczyć, żeby jakoś tam zdać. PRZYCHODZI JESIEŃ WYBORCZA I… Patrząc na takiego zdającego okrągłe 10 miesięcy sesję studenta, widzę nie rzadko dębickich rządzących. Przychodzi rok, a raczej jesień wyborcza i nagle zaczyna coś się dziać. Widać gołym okiem, że krzywy chodnik, który trzy lata nikomu nie przeszkadzał, nagle stał się drzazgą w oku. Poziome znaki drogowe wytarte do granic możliwości do tego stopnia, że kierowcy nauczyli się jeździć na pamięć, nagle stały się bardzo ważne. Tak bardzo, że trzeba było je chybcikiem odmalować. Oczywiście, jak by tego było mało, głośno się o tym mówi i pisze. Wyliczając kolejne ulice i budynki, które właśnie teraz, te niecałe trzy miesiące przed wyborami samorządowymi dostały nowy wyraz i nowy image. Tak właśnie wygląda teraz Dębica, rozkopana i na gwałt remontowana. Złośliwi żartują, że miasto przechodzi drugą młodość w roku wyborczyM, by wyborcy nie zapomnieli, dzięki komu bezpieczniej chodzi im się po chodnikach i korzysta z budynków użyteczności publicznej, czy nie traci wzoru wypatrując pasów na jezdni. Przykro mi to stwierdzić, ale analizując wszelkie poczynania by ułatwić życie mieszkańcom, widzę tego zdezorientowanego studenta, który obudził się kilka tygodni przed pierwszym egzaminem i nie wie w co ma ręce włożyć, a tu pasowało by zdać na ten drugi rok. A tu pasowało by pociągnąć te kolejną kadencję. WSPANIAŁE MIASTO I PRACOWICI LUDZIE Drodzy rządzący w mieście i w powiecie, Dębica to wspaniałe miasto z pracowitymi ludźmi, którym należą się godziwe warunki życia. Nie tylko przed wyborami, w trakcie trwania kampanii wyborczej i krótko po. Dębica to miasto, które zasługuje na inwestycje i unowocześnienie, czy poprawienie bytu mieszkańców cały czas 24 godziny na dobę. Tutaj jest w kogo i w co inwestować przez okrągłe 4 lata. TEGO NIE WIEM Nie jestem wróżką, więc ciężko mi powiedzieć, czy w głowie działającego na ostatnią chwilę Starosty, Burmistrza, czy Wójta jest chociaż ziarno skruchy, tak jak w przypadku roztrzepanego studenta. Czy gdzieś tam w głębi obiecuje sobie, że kolejną kadencję rozpocznie i poprowadzi aktywnie przez 4 lata. A jeśli się nie uda, nie będzie mieć pretensji bo wybory to ciąg przyczynowo skutkowy, porównywalny do pola uprawnego. Chcąc zebrać, musisz zasiać.
 

O KLAUZULI SUMIENIA Z PUNKTU WIDZENIA PORTALOWEGO DZIENNIKARZA.

 
PIESZO… Dębica to niewielkie miasto. Na tyle nie należące do olbrzymów, że wszędzie bez problemów można dojść pieszo. Z jednej strony to zdrowo, a z drugiej sporo czasu na przemyślenie tego dokąd się zmierza. (Wystawa, koncert, sesja Rady, czy zdjęciowa) i tego skąd się wróciło. (Wywiad, relacja itp.) Krócej „idąc” analizuję wywiad w głowie, nie przygotowuję, a analizuję. Człowiek nie jest w stanie wszystkiego przewidzieć, szczególnie reakcji innych ludzi. Wracając. Czas na refleksję tego co się widziało, słyszało i poczuło na własnej skórze. OD POCZĄTKU, CO Z TA KLAUZULĄ? Dziś chciała bym Wam opowiedzieć o klauzuli sumienia w zawodzie dziennikarza. Obserwując ostatnie wydarzenia, mam wrażenie, że jeszcze trochę i każdy zawód będzie miał swoją klauzulę sumienia. Będzie to coś w rodzaju obowiązkowych badań lekarskich, coś czemu już nikt nie będzie się dziwił, do czego przywykniemy. DZIENNIKARZ – HIENA? Zawód dziennikarza jest zaliczany do trudnych, ale ciekawych. Wykonywany z pasją, nie z przypadku potrafi trzymać człowieka na najwyższym pułapie życia – mentalnego. Ciągle poznajesz nowych ludzi, obracasz się w śród nowych zdarzeń, niesamowite wrażenie. Nawet tego nie wiesz, ale pracujesz 24 h na dobę, nie dlatego, że musisz. Chcesz. Chcesz być na bieżąco, jako pierwszy na miejscu zdarzenia. Uzależniasz się, uodparniasz jednocześnie stając się bardziej wrażliwy. Taki mały paradoks. Jesteś traktowany jako hiena, bo ciągle Ci mało, ciągle dopytujesz wydzwaniasz i biegasz z aparatem pstrykając ludziom przed nosem. Jak możesz, gdzie Twoje wyczucie sytuacji, szacunek i zasada „nie po trupach do celu”. Tak pokrótce jesteśmy postrzegani, my bracia i siostry dziennikarze. Tak nas się nawidzi. A jak bardzo by się lubimy gdy się widzimy? A widzimy się w ogóle? MOJA KLAUZULA SUMIENIA, WYBACZCIE ALE… To brutalne, co teraz napiszę, ale myśląc o klauzuli sumienia, nie mam na myśli stosunku dziennikarza do odbiorcy. Tak myślimy czasami, że chyba nie wypada, powiedzieć, napisać, sfotografować… Pisząc dzisiaj o klauzuli sumienia analizuję sytuacje, w której jak te hieny wchodzimy sobie przed obiektyw lub nie robimy nic, bo tak nam już chyba wolno? KIEDYŚ DAWNO, ALE PAMIĘTAM… Jestem sobie w pewnym miejscu, mnóstwo ludzi, nienaturalnie głośno. W głowie scenariusz – trochę spontaniczny i chaotyczny, ale jest. Obstawiam, osoby do wywiadu. Mam trzy. Podchodzę pytam, proszę. Rozumiem. Rozumiem, że można być zmęczonym, zabieganym, zajętym, niewyspanym, że wszystko na tej jednej głowie. Pytam drugi raz i trzeci. Proponuję dogodny termin. Nadal staram się zrozumieć. Nie każdy musi chętnie rozmawiać. Jesteśmy różni. Ale nie rozumiem i nie pojmuję jak można przyjść z rękami w kieszeniach z jednym pytaniem: - Gdzie bufet z kawą? Zamienić parę słów, nadal z rękoma w kieszeniach i rzucić na odchodne: - To mi tam prześlij, to zrobię materiał, ale będzie jutro pojutrze. OK.? Tak pełna zgoda. Być 5 minut i wyjść nadal z rękom w kieszeniach. Przepraszam z jedną ręką, druga trzyma kubek z kawą i ciacho. Taki gratis za 5 minut pracy. A za 6 godzin, wywiad na przymus z pretensją. Drodzy bracia i siostry dziennikarze, gdzie nasze sumienie wobec nas samych? Dlaczego tak łatwo przychodzi nam ignorancja, dlaczego się nie rozpoznajemy, dlaczego mijamy. I tak się wszyscy spotkamy w jednym miejscu. Powtarzając za Wojciechem Harpulą – Redaktorem Naczelnym Gazety Karkowskiej„ Wszyscy, wszyscy spotkamy się w jednym miejscu, w sieci. A gdzie jeszcze? Kto to wie.” Więc drodzy, moi kochani, po fachu poznani – wiecie ja też lubię kawę… ;-)
 

MAMY JUŻ FONTANĘ NA RYNKU. POMYSŁOWOŚC ARCHITEKTÓW PRZECHDZI LUDZKIE GRANICE.

 
Kilka dni temu spacerując po Dębicy, szukając tego czego nie zgubiłam – tak to najtrafniejsze określenie dziennikarskiego szwędania po mieście, wylądowałam w okolicach Rynku głównego. Zwabiły mnie śmiechy i radosna wrzawa, to był dowód na to, że mimo, iż w Dębicy nic się nie dzieje, to jednak coś musiało się wydarzyć. Obecny okres wakacji przyciąga dzieciaki w miejsca przestrzenne, bez ograniczeń, gdzie mogą dać upust swojej energii. Do taki bez wątpienia należy nasz dębicki Rynek. Jestem już prawie na miejscu, słyszę śmiech, piski, szum wody i „Jak w tej chwili nie przestaniesz to szlaban na komputer” „Wystarczy już wyłaź stamtąd” „Te spodnie to sam będziesz sobie prał” itp. Wyobraźnia poszła w ruch i na środku rynku spodziewałam się ogromnej piaskownicy, jako imitacji plaży lub czegoś w tym rodzaju. Niestety pomyliłam się, ale i ucieszyłam. Przypomniałam sobie, że kilka tygodni wcześniej słyszałam o fontannie która miała zagościcie na Rynku w miejscu starej i odstraszającej. Jest. Co prawda konstrukcja bardzo prymitywna. Jestem przekonana, że architekt miał w sobie coś ze strażaka lub był pasjonatom terrarystki, ponieważ nowa fontanna przypomina węża, a właściwie nim jest. Przynajmniej nikt nie zarzuci władzom, że na pomniki wydają krocie… A woda to zawsze woda, bez względu skąd się wydostaje… LINK do zdjęć Fontanny ;-) http://miasto.debica.pl/galerie/przegladaj/312/Nowa+fontanna+na+debickim+Rynku      
 

Fundusze unijne – szansa, nie zagrożenie

 
Integracja europejska to proces ciągły i dynamiczny. Od wspólnoty, rozumianej jako organizacja gospodarcza, przeszła w fazę zjednoczenia państw europejskich w unię  o wymiarze ponadekonomicznym. Wyraźne przyspieszenie integracyjnych procesów nastąpiło pod koniec XX wieku zapoczątkowane Traktatem o Unii Europejskiej (Traktat z Maastricht podpisany 7 lutego 1992 roku) Jednostki samorządowe aktywnie uczestniczą w procesie absorpcji unijnych funduszy, przyczyniając się tym samym do wysokiej pozycji Polski wśród państw członkowskich Unii Europejskiej pod względem stopnia wykorzystywania środków. W okresie 2004-2013 można było zaobserwować coraz bardziej rosnące znaczenie bezzwrotnych środków zagranicznych w samorządowych budżetach. Ma to korzystny wpływ na podnoszenie poziomu atrakcyjności inwestycyjnej jednostek samorządu terytorialnego (JST), a także poziomu życia jej mieszkańców. Należy więc stwierdzić, iż jednostki samorządu terytorialnego nauczyły się pozyskiwać unijne fundusze i nie obawiają się wszelkich nieprzewidzianych kosztów, skomplikowanych i trudnych procedur czy też potencjalnych trudności finansowych przykładowo związanych ze znalezieniem wkładu własnego na wykonanie projektu współfinansowanego z unijnych środków. Większe miasta podejmują działania angażujące więcej środków unijnych i o wiele częściej korzystają z programów krajowych, obok programów regionalnych, zaś te mniejsze JST skupiają się głownie na przedsięwzięciach istotnych z punktu widzenia społeczności lokalnej, natomiast inwestycje o większym znaczeniu dla regionu realizują województwa. Warto zwrócić uwagę na sukces władz samorządowych województw jako instytucji, która ma za zadanie wdrażanie Regionalnych Programów Operacyjnych (RPO). Może to stanowić zapowiedź wysokiego stopnia wykorzystania unijnych funduszy w obecnej perspektywie finansowej na okres 2014-2020. Niemniej jednak stopień wykorzystania bezzwrotnych środków zagranicznych nie powinien być wyłącznie jedynym kryterium oceny efektów pomocy publicznej, która jest udzielana krajom członkowskim UE. Konieczne jest przeprowadzenie ewaluacji projektów na centralnym szczeblu przez zobowiązane do tego instytucje i beneficjentów tych środków wedle kryterium efektywności, użyteczności, skuteczności, trafności i trwałości. Fundusze unijne mają dla Polski bardzo ważne znaczenie szczególnie w kwestii łagodzenia skutków kryzysu gospodarczego. W dłuższej perspektywie czasowej środki unijne niewątpliwie przyczynią się do rozwoju całego kraju.
 

DĘBICA PODZIELONA, A PIENIĄDZE PRZEZ PALCE UCIEKAJĄ.

 
Okolice dworca PKP w Dębicy, pociąg ma 20 min. postoju więc zza szyby obserwuję jak żyje miasto. Żyje szybko, wszyscy gdzieś się śpieszą przepychają na peronach. Jedni z torbami, inni z paczkami. Gdzieś u góry unosi się zapach jadłodajni. Rozmowy: trochę o urlopach, wakacjach dla dzieci, gdzie na wczasy pod gruszą, jak się dostać z pracy po trzeciej zmianie i kto może zorganizować transport, bo czas wakacyjny ma to do siebie, że pociągi przeładowane koloniami i urlopowiczami. Taką Dębicę pamiętam sprzed ponad 15 lat. Teraz miasto jest inne. Nie tylko w okolicach dworca PKP, nie tylko w dziedzinie infrastruktury. Przede wszystkim zmienili się ludzie. Zmieniło się podejście do życia, do pracy i wyczekiwanych zmian. Coś się dzieje, ale gdy by zapytać co się dzieje w mieście - słyszę smutną ironiczną odpowiedź, ze NIC się przecież nie dzieje. Organizacja imprez kulturalnych, w których połowa repertuaru to zdolne dzieciaki jest stanowczo zbyt ubogim efektem dla miasta, które ma świetne położenie, nowoczesny trakt kolejowy i autostradę po sąsiedzku. "Widoczne są postępy, które wszyscy zauważamy i staramy się doceniać, nagradzając najaktywniejszych" - mówi nic nieznaczące zdanie w ulotce wywieszonej w jednym z urzędów. Jakie postępy? Konkretnie na której ulicy, w której firmie dla jakich ludzi? Kto je zauważa? Są nagradzane. To widać. Wystarczy popatrzeć na poziom życia tych którzy, rządzą. Niestety nie było widać tych samych rządzących, podczas ostatniego spotkania w Cechu Rzemiosł, pod hasłem: Dębica - moja mała ojczyzna. Tematem była nowa perspektywa finansowa z wykorzystaniem środków unijnych. Co miesiąc starszy Cechu usilnie próbuje namówić do wspólnego spotkania władze, przedsiębiorców i polityków. Po co ? Patrząc na miasto i sąsiadów: Mielec, czy Ropczyce widać ogromną przepaść. Dębica nie wykorzystuje swojego potencjału, a z dotacji korzysta tylko na poziomie ok. 40 %. To niewiele. Mamy szansę inwestować w infrastrukturę, chociaż by obiecany remont DK Mors, który miał być laurką wyborczą podczas ostatnich wyborów samorządowych. Dębica jest podzielona, a pieniądze uciekają przez palce. Pieniądze, na które jeśli teraz nie będzie pomysłu, wykorzystają inne miasta i inne samorządy. A my dalej zostaniemy z deficytem miejsc pracy, rozlatującą się infrastrukturą i wegetującymi przedsiębiorcami. A w razie buntu, zaasfaltuje się oczy wyborcom tak jak co cztery lata. Tu nowe pasy, tam kawałek kostki. Jako obserwator spotkania, miałam mieszane uczucia. Z jednej strony radość, przyszło więcej niż zwykle osób. Wszystkie krzesła były zajęte i to nie przez byle kogo. Pojawił się wójt Gminy Dębica, radni z powiatu i z miasta, przedsiębiorcy, przedstawiciele polityki, ale nie było ani burmistrza ani starosty. Z drugiej strony, którakolwiek próba dialogu kończyła się kłótnią i bardziej pokazaniem, że to moje prywatnie ma być na górze, niż nasze dębickie wspólne. Widać, że nie ma zgody, ani pomiędzy samymi gminami, ani pomiędzy gminami, a powiatem, co widać też było na sali. O podziale partyjnym nie wspominając. Wisienką na torcie okazała być się informacja o poparciu Cechu Rzemiosł dla kandydata na Burmistrza – Jarosława Śliwy. Nie wszyscy byli szczęśliwi z tego powodu, na czele z Krzysztofem Krawczykiem, który nie ukrywał, że też marzy mu się fotel włodarza miasta, tym bardziej, że piastował stanowisko Wiceburmistrza. Też będzie wnioskował o poparcie Cechu. Dla mnie wniosek prosty: Kto pierwszy ten lepszy, nie ma co się obrażać na siebie tylko działać. Podsumowując, ze spotkania wyniosłam mieszane uczucia. Z jednej strony ogromny sukces – na temat małej dębickiej ojczyzny chce rozmawiać coraz więcej ludzi, od których sporo zależy w mieście. Z drugiej strony, jeśli nadal główny nurt będzie skierowany na prywatny interes i wyniesienie na piedestały nazwiska, to przepraszam, ale dalej wśród społeczeństwa będzie słychać i widać głośne ironiczne i smutne NIC.
 

ASFALTOWE PRZECHWAŁKI BOKAMI IM WYCHODZĄ.

 
Rzecz miała miejsce w budynku Starostwa Powiatowego, na głównym korytarzu, mniej więcej na wysokości Wydziału Komunikacji. Mimo, że zazwyczaj jest to miejsce delikatnie podenerwowanych posiadaczy samochodów, którzy nerwowo spoglądają na zegarek, tkwiąc w kolejce za przerejestrowaniem pojazdu, dziś bawili się wyśmienicie. Ciekawość cecha ludzka - więc też chciałam się dowiedzieć w czym rzecz. Podchodząc do grupki uśmiechniętych Dębiczan, którzy bardzo skrzętnie analizowali coś w rodzaju ulotki (większego niż standardowy formatu), zauważyłam na blacie dość spora kupkę kartek A4 ze zdjęciem ulicy, przepraszam remontowanej ulicy. Poczęstowałam się, wszak było za darmo i czytam zaczynając od wytłuszczonego nagłówka: "Inwestycje powiatowe na ulicach Dębicy". Wiem czego dotyczy jednostronicowa rozprawa. Czytam i słucham ciekawych komentarzy: - "Inwestycje na ulicach Dębicy - hmmm myślałem, że widać je gołym okiem, a się okazuje że nie jak o nich piszą" - Kwituje Pan w szarym swetrze. - "Podobna notka jest na stronie Starostwa w aktualnościach" - Dorzuca Pani z niebieską torebką. - "To jak tam jest to po co tutaj?" - Zastanawia się Pan w szarym swetrze - "To dla tych co Internetu nie mają, żeby wiedzieli co się w mieście dzieje" - Z przekąsem dorzuca Pan z wąsem. - "A no tak bo jak by nie napisali, to by nikt nie wiedział, co remontują - przecież to główne ulice są" - ironicznie kwituje Pani z torebką. -"Może i są ale czytaj, może czegoś ciekawego się dowiemy. Kompleksowy remont... jezdnia, chodniki, światła... będą ściągać stary asfalt i kłaść nowy... no i pasy namalują. No ktoś tu chce z nas chyba idiotów zrobić Panie i Panowie" - mimo wszystko ze śmiechem w głosie - dodaje Pan z wąsem. - "Strata papieru, ale wybory idą to trzeba się pochwalić co się za powiatowe pieniądze robi. Szkoda, że przez ostatnie lata jak nic się nie działo, to takich ulotek nie drukowali. Wtedy tytuł był by taki: "Antyinwestycje na ulicach Dębicy." Robić jest co, ale to jeszcze za wcześnie, pozapominacie i czym zabłyśniemy przed końcem kadencji. Poczekajcie jeszcze z dwa lata to może coś tam ruszymy, albo wam obiecamy, żeby z pustymi rękami nie stać " - krzyczy ze zdenerwowaniem Pan w szarym swetrze. I tak dalej i tak dalej, mimo wszystko w bardzo pozytywnym nastroju rozmawiali kierowcy czekając na swoją kolej w okienku. Podsumowując to zabawne i ciekawe zajście też zaczęłam się zastanawiać, czemu ma służyć owe pismo wyłożone w kilkudziesięciu egzemplarzach - krzyczy weź mnie do domu, dla nikogo nie braknie. Powiedz jak to działamy z inwestycjami w powiecie. Wszystko świetnie, tylko czemu dopiero teraz i czemu pisać o tym na każdym kroku? Owa ulotka nie zawiera żadnych newsów, opisuje stan rzeczy, który każdy widzi, bez względu na to czy frezowanie nazwiemy ściąganiem asfaltu, czy frezowaniem. Ludzie mają oczy i widzą kiedy zaczyna się okres robienia na rzecz społeczną i jaką formę ta działalność przybiera. - "Może Pan Starosta się boi, że tych inwestycji było za mało, więc opisze je jeszcze na papierze, żeby się wydawało więcej, tu 5 razy powtórzone jest słowo inwestycja, ale papier wszystko przyjmie, ludzie już niekoniecznie..." - z powagą podsumowuje Pani z niebieską torebką. Zgodnie z obietnicą, imiona cytowanych rozmówców zachowuję dla siebie. Dziękuję za możliwość wykorzystania przemyśleń. Opis wizualny jest przypadkowy i służy tylko do rozróżnienia osób w dialogu.